Hejka, tułam się od miesięcy od lekarza do lekarza i chciałem w skrócie opisać swoje dolegliwości. Złapałem infekcję żołędzi po stosunku analnym w prezerwatywie ze stałą wieloletnią partnerką. Niestety przez umycie emolientem (wtedy, jednorazowo) prawdopodobnie nie pozbyłem się bakterii. Przez miesiąc po tym incydencie było jedynie pieczenie i kłucie, lekki dyskomfort i smarowałem sobie clotrimazolum myśląc, że to może grzybica (zapytałem w aptece) - w międzyczasie miałem usuniętą ósemkę i dostałem na 7 dni Augmentin i Metronidazol. Wtedy zaczęło się piekło. Po jednej dobie dostałem skrajnej infekcji grzybiczej, dostałem od wenerologa (po tygodniu jak skończyłem antybiotyk) Flucofast i Travogen, grzybica ustąpiła ale pozostał dalej silny stan zapalny, zaczerwienienie i swędzenie. (przy grzybicy był dodatkowo dosłownie śluz, brak wycieku z cewki) Dodam, że oboje przez ponad 5 lat jesteśmy dawcami krwi i nigdy nie stwierdzono u nas do dzisiaj chorób wenerycznych. Zrobiłem posiew moczu i wymaz z zołędzi -mocz czysty a z wymazu wyszedł gronkowiec złocisty wzrost obfity+++, przyjmowałem 5 dni Cipronex 500mg 2x na dobę. Gronkowiec zszedł ale nadal był stan zapalny, różnił się wizualnie i odczuciowo. Zrobiłem kolejny wymaz - Klepsiella oxytoca wzrost obfity+++, brałem Biseptol 10 dni, ponowny wymaz, oczywiście dalej było coś nie tak ale znowu inaczej i wyszło coś takiego :
Flora saprofityczna ujścia cewki moczowej
wzrost obfity +++
Wyhodowano: Enterococcus species,
Staphylococcus species koagulazo-ujemny,
Escherichia coli"
Dwóch dermatologów stwierdziło, że tego się nie powinno leczyć jednak te bakterie występują może naturalnie w jelitach ale przecież nie występują na żołędziu a naprawdę od 5 miesięcy mam w tamtym miejscu "sterylnie" i te bakterie nie pojawiły się tam teraz przypadkiem. Dodatkowo jeden wenerolog stwierdził, że jest to liszaj twardzinowy i dostałem travocort oraz protopic, oczywiście po travocorcie znaczące pogorszenie, ból i dużo większe zaczerwienie. Obecnie wygląda to tak, że jest czerwone i jest nad cewką taka duża (ranka/nadżerka/dziwna struktura) o kolorze biało/różowo/czerwonym. Ciężko w sumie to opisać ale nie sączy się z tego nic, jest tam raczej sucho, że jak nie posmaruje jakimś zwykłym kremikiem to napletek schodzi wolniej niż zazwyczaj tak jakby się delikatnie "sklejał". No i 3/4 żołędzia patrząc od góry jest nadal zaczerwienione ale wydaje mi się, że tylko ta dziwna zmiana mi daje głównie dyskomfort. Obecnie używam jakichś najlżejszych kremów citaplast b5 albo zinalfat i na chwile obecną po prostu boli/piecze. W między czasie byłem też ofiarą pimafucortu przez 2-3dni, neomecyny oczywiście wszystko po 2 dniach odstawiałem jak następowało pogorszenie. Minie zaraz 5 miesięcy a ja już powoli tracę zmysły, naczytałem się dodatkowo o różnych "najgorszych" schorzeniach w tej okolicy i przestaje mi działać psychika, wydałem już kilka tysięcy na lekarzy (latałem prywatnie i na nfz gdzie tylko była okazja) oraz leki i mój komfort życia drastycznie spadł na samo dno. Zacząłem się długo przyglądać temu żołędziowi po tej diagnozie pod różnymi kątami i rożnym światłem i w niektórych okolicznościach wydaje się jakby faktycznie były jakieś takie blade, białe malutkie blizny może w trzech miejscach i tam gdzie jest "ta dziwna struktura" to tak jakby dało się przez nią zobaczyć delikatnie wgłąb, nie wiem może faktycznie jest to już jakiś liszaj ale no całe życie (mam 30 lat) miałem tam wszystko zdrowe i nigdy nie miałem żadnej infekcji intymnej. Moje osobiste odczucie jest takie, że niezależnie od tego czy już się odpaliło coś autoimmunologicznego to nadal jest tam jakaś infekcja przez te e.coli albo enterokoki a lekarze to bagatelizują, w sensie nie wiem skąd miałyby się wziąc bakterie kałowe na żołędziu "naturalnie" i nie byłyby jednocześnie powodem infekcji, która akurat tam występuje. Nie lubię się mądrować i staram się słuchać lekarzy ale zaczynam mieć wrażenie, że chodzenie do lekarzy to trochę jak chodzenie do kasyna albo puszczanie totto lotka. Czytałem tutaj dużo postów ale niestety nie dowiedziałem się zbyt wiele i może jak to wkleję to znajdzie się ktoś kto miał podobnie lub kiedyś czytał o podobnej sytuacji. Będę naprawdę nieskończenie wdzięczny za każdą wiadomość
Flora saprofityczna ujścia cewki moczowej
wzrost obfity +++
Wyhodowano: Enterococcus species,
Staphylococcus species koagulazo-ujemny,
Escherichia coli"
Dwóch dermatologów stwierdziło, że tego się nie powinno leczyć jednak te bakterie występują może naturalnie w jelitach ale przecież nie występują na żołędziu a naprawdę od 5 miesięcy mam w tamtym miejscu "sterylnie" i te bakterie nie pojawiły się tam teraz przypadkiem. Dodatkowo jeden wenerolog stwierdził, że jest to liszaj twardzinowy i dostałem travocort oraz protopic, oczywiście po travocorcie znaczące pogorszenie, ból i dużo większe zaczerwienie. Obecnie wygląda to tak, że jest czerwone i jest nad cewką taka duża (ranka/nadżerka/dziwna struktura) o kolorze biało/różowo/czerwonym. Ciężko w sumie to opisać ale nie sączy się z tego nic, jest tam raczej sucho, że jak nie posmaruje jakimś zwykłym kremikiem to napletek schodzi wolniej niż zazwyczaj tak jakby się delikatnie "sklejał". No i 3/4 żołędzia patrząc od góry jest nadal zaczerwienione ale wydaje mi się, że tylko ta dziwna zmiana mi daje głównie dyskomfort. Obecnie używam jakichś najlżejszych kremów citaplast b5 albo zinalfat i na chwile obecną po prostu boli/piecze. W między czasie byłem też ofiarą pimafucortu przez 2-3dni, neomecyny oczywiście wszystko po 2 dniach odstawiałem jak następowało pogorszenie. Minie zaraz 5 miesięcy a ja już powoli tracę zmysły, naczytałem się dodatkowo o różnych "najgorszych" schorzeniach w tej okolicy i przestaje mi działać psychika, wydałem już kilka tysięcy na lekarzy (latałem prywatnie i na nfz gdzie tylko była okazja) oraz leki i mój komfort życia drastycznie spadł na samo dno. Zacząłem się długo przyglądać temu żołędziowi po tej diagnozie pod różnymi kątami i rożnym światłem i w niektórych okolicznościach wydaje się jakby faktycznie były jakieś takie blade, białe malutkie blizny może w trzech miejscach i tam gdzie jest "ta dziwna struktura" to tak jakby dało się przez nią zobaczyć delikatnie wgłąb, nie wiem może faktycznie jest to już jakiś liszaj ale no całe życie (mam 30 lat) miałem tam wszystko zdrowe i nigdy nie miałem żadnej infekcji intymnej. Moje osobiste odczucie jest takie, że niezależnie od tego czy już się odpaliło coś autoimmunologicznego to nadal jest tam jakaś infekcja przez te e.coli albo enterokoki a lekarze to bagatelizują, w sensie nie wiem skąd miałyby się wziąc bakterie kałowe na żołędziu "naturalnie" i nie byłyby jednocześnie powodem infekcji, która akurat tam występuje. Nie lubię się mądrować i staram się słuchać lekarzy ale zaczynam mieć wrażenie, że chodzenie do lekarzy to trochę jak chodzenie do kasyna albo puszczanie totto lotka. Czytałem tutaj dużo postów ale niestety nie dowiedziałem się zbyt wiele i może jak to wkleję to znajdzie się ktoś kto miał podobnie lub kiedyś czytał o podobnej sytuacji. Będę naprawdę nieskończenie wdzięczny za każdą wiadomość