Arek to, że maceracja to my obaj wiemy. Ale szkoda, że wietrzenie w ten sposób nie pobudza komórek śluzówki do rogowacenia.
Niby powinno ale .... no szkoda.
Powiem Wam panowie już wczoraj na wieczór dałem opatrunek luźniejszy, fakt, że się nie udało .... no nie zawsze wszystko uda się pierwszy raz. Ale finalnie i tak zszedłem z paru warstw gazików. Nie było jakoś mega wygodnie jednak już po takim czasie od zabiegu chciał lub nie to muszę uciekać od wazeliny i ciągłego moczenia wacława w specyfikach mniej lub bardziej podejrzanych bowiem maceracja nie śpi, a ostatnio pogoda daje w kość i leżąc idzie się spocić, a nie sposób zmieniać opatrunku co parę minut. Zresztą nie po to się obrzezałem by całe życie w domowym zaciszu co parę godzin budować z gazików i wazeliny sztuczny napletek. Dzisiaj większość dnia to się wietrzyłem. Tak. Dostałem przedłużenie l4 do 14.08 (realnie wiadomo, że 16.08) więc można leniuchować to znaczy goić się i eksperymentować. Np majtaski. Coś mnie podkusiło i spróbowałem je założyć. Na początku z rozmiarem m (dla mnie ten rozmiar pasuje jako podtrzymujące) nie szło nic zrobić. Kontakt wacława na zasadzie tykania żołędzia majtkami jak gazikiem wywołuje ból, nawet nie idzie tej ważniejszej głowy na nich położyć więc zapodałem gaziki i o dziwo wyszło, znaczy się nie z M-ką bo nie dałem rady jej założyć, za dużo tykania po drodze, ale z L-ką się udało. Z 20 minut naciągałem gatki tak by się nie ... poddać z bólu a jednocześnie by otulały wacusia.
I powiem wam szczerze .... o ja pierniki bym upiekł ..... Udało mi się przejść jak kaczka z łazienki do łóżka tylko dlatego, że udało mi się ulepić namiot dla wacława. I niczego poza gazikami nie dotykał. Możliwe, że to zbyt wcześnie.
Widzę, że krok po kroku w miarę gojenia i/ lub może też dzięki wietrzeniu stan mi się poprawia. Wcześniej nie mogłem gazikiem bez problemowo osuszyć okolic cewki, a teraz cały opatrunek poza linią szwów na sucho, jakieś pierwsze próby z majtaskami. No może to i się uda. Kto wie.
Najbardziej mnie te gojenie wnerwia. Opuchlizna w większej mierze zeszła (sikam już normalnie) ale te wynalazki .... Z jednej strony naciągnięta resztka napletka (z lewej) a z drugiej .... ja nawet nie mam 100% pewności co to jest. Co to za pitolona półkula pod żołędziem od strony wędzidełka ? Kurdę to już jak języczek wygląda. I już po tylu dniach mnie to denerwuje. Myślałem, że uda się bez nudesów ale .... ale no chyba trzeba. Niby to się zmniejsza, a dokładniej to zmienia się ale kiedy zniknie ? I co to jest ?
A i nie patrzcie na to, że czysty, bez skrzepów, wazeliny, krwii itd . Po prostu mimo niedogodności dbam o niego jak tylko mogę i mam nadzieję, że udaje mi się do. Do tego poza nocnymi koszmarami z niegrzecznymi dziewczynkami już nic nie sprawia, że krwawię. Więc tylko wycieki żółtej .... nimfy ? limfy ? osocza ? no czegoś takiego.
ps. nie, nic nie zdzierałem. Nie zdziera się takich rzeczy. Po prostu co nie odpadło samo w prysznicy z octeniseptu to odpadło pod prysznicem. albo się wytarło o suche gaziki.