Kontokonta2
New member
Witam! Od jakiegoś czasu zainteresowałem się tematem obrzezania i umówiłem się nawet na konsultację do doktor Chomicz. Zainteresowałem się tym, ponieważ od zawsze czuję, że z budową mojego penisa może być coś nie tak. Praktycznie każdy męski członek mojej rodziny był leczony ze stulejki, tym bardziej że sprawa edukacji na temat dbania o higienę i ogólnej obsługi sprzętu była u mnie w rodzinie bardzo zaniedbana – do tego stopnia, że dopiero w wieku nastoletnim dowiedziałem się, iż napletek ma opcję ściągnięcia i istnieje coś takiego jak żołądź.
Tak czy inaczej, po odkryciu tej możliwości zacząłem mocno dbać o to, aby ściągać napletek. Na początku było to bolesne, ale po jakimś czasie doszło do momentu, w którym w spoczynku nie ma z tym żadnego problemu i skóra schodzi mi daleko za żołądź. Natomiast podczas wzwodu odczuwam pewien dyskomfort. Nie jest to nawet ból, więc może problemem jest po prostu nadwrażliwość żołędzi, ale sprawa wygląda tak, że napletek w takim stanie schodzi mi tuż za żołądź (i raczej nie dalej, bo wtedy napina mi się wędzidełko). Odczuwam przy tym lekkie napięcie na napletku, który następnie blokuje się za żołędzią i – jeśli nie ma przy tym dobrego nawilżenia prącia – trzeba go ręcznie rozciągnąć i nasunąć na swoje miejsce.
Samo to wydaje mi się nie do końca w porządku, ale dochodzą do tego jeszcze dwie sprawy, które trochę bardziej uprzykrzają mi życie. Mianowicie: samego napletka posiadam dosyć sporo – w stanie spoczynku nie dość, że zawsze przykrywa całą żołądź, to zostaje go jeszcze sporo zwisającego na samym końcu. Uważam, że nadmiar tej skóry powoduje problemy podczas stosunku. Prezerwatywę jest bardzo ciężko założyć, ponieważ nadmiar skóry zostaje za żołędzią i tworzy duże zgrubienie, a w trakcie penetracji prezerwatywa zawsze mi się zsuwa, bo cała ta skóra non stop się rusza.
No i dochodzi ostatnia sprawa, polegająca na tym, że długość seksu i czas potrzebny mi do wytrysku są dla mnie niezadowalające. Nie jest to jakaś kompletna tragedia – jestem w tych sprawach dosyć świeży i zdarza się wytrzymać dłużej (przy okazji zmieniając pozycję i robiąc krótkie przerwy), ale zdarza się też bardzo krótko. Nie mówię tutaj o minucie czy sekundach, ale tak naprawdę, jakbym chciał i nie wkładał całego skupienia w to, żeby wytrzymać jak najdłużej, mógłbym skończyć po paru ruchach. Niezadowala mnie to, że nie mam nad tym kontroli. Wyobrażam sobie, że gdyby to była jakaś niesamowicie podniecająca sytuacja, a nie domowy seks z dobrze znaną partnerką, skończyłoby się właśnie po tej minucie.
Zauważyłem, że najtrudniej mi wytrzymać, gdy skóra na prąciu (której moim zdaniem jest za dużo) mimo wzwodu i założonej prezerwatywy zaczyna zsuwać się zza żołędzi i jeździć mi po niej luzem, a nawet zakrywać ją całą. Dostaję wtedy taki bodziec, że jest to nie do wytrzymania. Wpływa to na mnie również psychicznie – czuję, że nie mogę w pełni zadowolić partnerki i żeby dać jej takie minimum, muszę stosować jakieś żele przedłużające itp., które i tak niewiele dają.
Byłem u urologa, ale takiego specjalizującego się bardziej w sprawach pęcherza itp., który stwierdził, że mam lekko za krótkie wędzidełko i to tyle, co widzi. Zastanawiam się nad obrzezaniem, bo wiem, że byłoby na pewno schludniej i nie miałbym takiego dyskomfortu z napletkiem ani tak silnych bodźców. Z drugiej strony obawiam się, czy po obrzezaniu to nie pójdzie w drugą stronę, ponieważ czytałem dużo opinii od ludzi, którzy twierdzą, że po takim zabiegu nie są w stanie w ogóle dojść i nic nie czują. Tym bardziej, że prawdopodobnie robiłbym styl low&tight bądź loose, ponieważ na penisie znajduje się u mnie ogromna żyła, bardzo mocno widoczna i wyglądająca odrzucająco dla osób trzecich, która tylko przy takim stylu mogłaby być zasłonięta.
Jakie są Wasze opinie po obrzezaniu typu low&tight i co w ogóle myślicie o mojej sytuacji? Do tego: może macie jakieś opinie na temat doktor Chomicz? Może samo wydłużenie wędzidełka jakoś by zmieniło te sytuacje?
Tak czy inaczej, po odkryciu tej możliwości zacząłem mocno dbać o to, aby ściągać napletek. Na początku było to bolesne, ale po jakimś czasie doszło do momentu, w którym w spoczynku nie ma z tym żadnego problemu i skóra schodzi mi daleko za żołądź. Natomiast podczas wzwodu odczuwam pewien dyskomfort. Nie jest to nawet ból, więc może problemem jest po prostu nadwrażliwość żołędzi, ale sprawa wygląda tak, że napletek w takim stanie schodzi mi tuż za żołądź (i raczej nie dalej, bo wtedy napina mi się wędzidełko). Odczuwam przy tym lekkie napięcie na napletku, który następnie blokuje się za żołędzią i – jeśli nie ma przy tym dobrego nawilżenia prącia – trzeba go ręcznie rozciągnąć i nasunąć na swoje miejsce.
Samo to wydaje mi się nie do końca w porządku, ale dochodzą do tego jeszcze dwie sprawy, które trochę bardziej uprzykrzają mi życie. Mianowicie: samego napletka posiadam dosyć sporo – w stanie spoczynku nie dość, że zawsze przykrywa całą żołądź, to zostaje go jeszcze sporo zwisającego na samym końcu. Uważam, że nadmiar tej skóry powoduje problemy podczas stosunku. Prezerwatywę jest bardzo ciężko założyć, ponieważ nadmiar skóry zostaje za żołędzią i tworzy duże zgrubienie, a w trakcie penetracji prezerwatywa zawsze mi się zsuwa, bo cała ta skóra non stop się rusza.
No i dochodzi ostatnia sprawa, polegająca na tym, że długość seksu i czas potrzebny mi do wytrysku są dla mnie niezadowalające. Nie jest to jakaś kompletna tragedia – jestem w tych sprawach dosyć świeży i zdarza się wytrzymać dłużej (przy okazji zmieniając pozycję i robiąc krótkie przerwy), ale zdarza się też bardzo krótko. Nie mówię tutaj o minucie czy sekundach, ale tak naprawdę, jakbym chciał i nie wkładał całego skupienia w to, żeby wytrzymać jak najdłużej, mógłbym skończyć po paru ruchach. Niezadowala mnie to, że nie mam nad tym kontroli. Wyobrażam sobie, że gdyby to była jakaś niesamowicie podniecająca sytuacja, a nie domowy seks z dobrze znaną partnerką, skończyłoby się właśnie po tej minucie.
Zauważyłem, że najtrudniej mi wytrzymać, gdy skóra na prąciu (której moim zdaniem jest za dużo) mimo wzwodu i założonej prezerwatywy zaczyna zsuwać się zza żołędzi i jeździć mi po niej luzem, a nawet zakrywać ją całą. Dostaję wtedy taki bodziec, że jest to nie do wytrzymania. Wpływa to na mnie również psychicznie – czuję, że nie mogę w pełni zadowolić partnerki i żeby dać jej takie minimum, muszę stosować jakieś żele przedłużające itp., które i tak niewiele dają.
Byłem u urologa, ale takiego specjalizującego się bardziej w sprawach pęcherza itp., który stwierdził, że mam lekko za krótkie wędzidełko i to tyle, co widzi. Zastanawiam się nad obrzezaniem, bo wiem, że byłoby na pewno schludniej i nie miałbym takiego dyskomfortu z napletkiem ani tak silnych bodźców. Z drugiej strony obawiam się, czy po obrzezaniu to nie pójdzie w drugą stronę, ponieważ czytałem dużo opinii od ludzi, którzy twierdzą, że po takim zabiegu nie są w stanie w ogóle dojść i nic nie czują. Tym bardziej, że prawdopodobnie robiłbym styl low&tight bądź loose, ponieważ na penisie znajduje się u mnie ogromna żyła, bardzo mocno widoczna i wyglądająca odrzucająco dla osób trzecich, która tylko przy takim stylu mogłaby być zasłonięta.
Jakie są Wasze opinie po obrzezaniu typu low&tight i co w ogóle myślicie o mojej sytuacji? Do tego: może macie jakieś opinie na temat doktor Chomicz? Może samo wydłużenie wędzidełka jakoś by zmieniło te sytuacje?
Ostatnia edycja: