Moim zdaniem tu nie ma łatwych i prostych odpowiedzi.
W swoim życiu miałem okazję rozmawiać z wieloma osobami, na różne tematy. Poznałem między innymi chłopaka po dwudziestce, który określał się jako aseksualny. Nigdy nie czuł pociągu ani do kobiet, ani do mężczyzn. Próbował wchodzić w relacje, uprawiał seks, ale nie dawało mu to przyjemności. Wszystkie badania w normie. Jego organizm normalnie funkcjonował, miał popęd i napięcie seksualne, ale po prostu nie czuł potrzeby seksu z drugą osobą. Swoje potrzeby zaspokaja masturbacją i jest to dla niego totalnie normalna rzecz. Nie czuje potrzeby seksu, ani też w zasadzie seks mu się nie podoba.
Znam też faceta, po 30, który całe życie, od zawsze ma ochotę na seks, nawet kilka razy dziennie. Był w wielu związkach, ale zazwyczaj się rozpadały przez niedopasowanie, zazwyczaj na początku związku faktycznie tak było, ale z czasem, gdy te pierwsze zauroczenie drugą osobą mijało, pojawiała się frustracja, odczuwał to fizycznie, masturbacja kompletnie nie pomagała w redukcji tego napięcia. Około 2 lata temu poznał dziewczynę, dopasowali się pod względem libido, obecnie planują ślub, bo widzą, że to po prostu trafili w dziesiątkę.
Mój brat (30 parę lat) ma dwójkę dzieci, zawsze tyle chcieli mieć z żoną. Są razem już pewnie z 13 lat, z 7 po ślubie. Po urodzeniu się drugiego dziecka powiedział, że on już swoje zrobił, plan wykonał, ma dwójkę dzieci, pół żartem, pół serio powiedział, że jemu penis (a i też co za tym idzie seks) nie jest już potrzebny.
Mam też znajomego, który od zawsze potrzebował więcej czasu, żeby osiągnąć orgazm. Nie jakoś bardzo długo, ale na tyle, że innym czasem już to przeszkadzało, było zbyt długo. Niejednokrotnie bywało więc tak, że on podczas seksu nie miał orgazmu i był z tym w zupełności okej. Sam element bliskości był dla niego ważny, dużo ważniejszy niż jego orgazm.
Mógłbym pewnie podać jeszcze wiele przykładów, ale chodzi mi o to, że moim zdaniem te sprawy nie są czarno białe. Nie ma jednej właściwej drogi. Nie można uprościć tego do faktu, że jak facet ma np. 25 czy 30 lat i nie czuje dużej potrzeby uprawiania seksu, to jest coś z nim nie tak.
Ludzie są różni, mają różne potrzeby, różne libido, zaspokajają je na różne sposoby. Moim zdaniem dużo ważniejsze jest szczere rozmawianie o swoich potrzebach w związku, niezatajaniu ich, dobrym dopasowaniu się pod tym względem. Nie sam fakt ile razy ktoś uprawia seks.
Czy warto się zbadać? Jasne, zawsze warto się raz na jakiś czas przebadać, sprawdzić, w jakiej kondycji jest nasz organizm. Czy wszystko jest w porządku, czy nie ma jakiś większych problemów, zwłaszcza jeśli nastąpiła jakaś większa zmiana.