Moim zdaniem, jeśli ktoś ma wskazania medyczne, np. stulejkę, to nie ma o czym dyskutować. Sam, gdybym miał taki problem (albo pojawiłby się w przyszłości, bo stulejka może wystąpić w każdym wieku), to w zależności od skali problemu próbowałbym różnych rozwiązań, oczywiście pod okiem lekarza. Jeżeli maści nie przyniosłyby efektu (co w dorosłym wieku nie jest niczym niezwykłym), rozważyłbym plastykę napletka, o ile byłaby taka możliwość. Gdyby jednak nie było innego skutecznego rozwiązania, zdecydowałbym się na obrzezanie to po prostu ze względów zdrowotnych.
Rozmawiając z ludźmi i pytając, co sądziliby o obrzezaniu wykonanym tuż po urodzeniu, spotykałem się z bardzo różnymi opiniami. Jedni nie widzieliby w tym żadnego problemu, inni mieliby rodzicom za złe podjęcie za nich takiej decyzji. Podobne dyskusje można znaleźć w internecie, zwłaszcza w USA. Czasem młodzi ludzie dopiero po latach dowiadują się, że zostali obrzezani jako niemowlęta, i nie zawsze są z tego zadowoleni.
Warto też zauważyć, że popularność obrzezania noworodków w USA wyraźnie spadła w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Kiedyś było ono wykonywane rutynowo u większości chłopców, dziś odsetek jest znacznie niższy (80% w latach 60, dziś mniej niż 50%). Moim zdaniem pokazuje to, że coraz więcej osób uważa, iż w przypadku zdrowego dziecka taka decyzja powinna być podejmowana ostrożnie.
Wiadomo, każdy podchodzi do tego inaczej i każdy może odczuwać to w inny sposób. Sam jestem raczej neutralny, choć skłaniam się bardziej ku sceptycznemu podejściu w przypadku zdrowych osób. Ostatecznie jest to jednak decyzja każdego dorosłego mężczyzny (o ile nie został obrzezany jako dziecko).
Nie jestem też zwolennikiem namawiania do zabiegu. Zdarzało mi się słyszeć że, lekarz dość mocno zachęcał do obrzezania, mimo że nie było ku temu żadnych wskazań medycznych, bo to teraz "modne".