5 dni po zabiegu obrzezania całkowitego

Cześć, 19 września przeszedłem zabieg obrzezania całkowitego u doktora M. Sowy w Gdyni.

Czekałem z tym zdecydowanie za długo, mam 20 lat i stulejkę od kiedy pamiętam. Przypuszczałem, że częściową, bo w spoczynku napletek dało się praktycznie ściągnąć, ale pod koniec następował bardzo duży opór, którego się bałem. Oczywiście we wzwodzie światło napletka było dużo mniejsze, więc zsunięty napletek podczas wzwodu nie byłby przyjemnym doświadczeniem. Pierwsze moje próby załatwienia problemu zaczęły się podczas standardowej kontroli przez lekarza rodzinnego (chyba koniec gimnazjum, czy początek liceum). Po paru pytaniach powiedziałem, że chyba mam stulejkę. Lekarz kazała pokazać, po czym bez ostrzeżenia na siłę ściągnęła napletek. Bolało bardzo, poczułem jakby coś się zerwało. Powiedziała, że nie ma stulejki i trzeba poczekać, że to samo się naprawi. To mnie mocno zniechęciło.

Drugie i ostatnie podejście nastąpiło na początku września. Postanowiłem, że przed rozpoczęciem drugiego roku studiów trzeba coś z tym zrobić, bo potem już zawsze będzie coś wypadało i nie będzie czasu na regenerację w spokoju. Nie bawiłem się w wizytę u lekarza rodzinnego po skierowanie na NFZ, więc po researchu znalazłem wyżej wymienionego lekarza. Na wizytę czekałem chyba z 5 dni. To była pierwsza wizyta u urologa i okazało się, że to nic strasznego. Okazało się, że moja stulejka nie jest aż tak zaawansowana i mógłbym spróbować maści, ewentualnie obrzezania częściowego. Poprosiłem o całkowite, bo chciałem mieć już do końca życia z tym spokój. Lekarz obiecał mi wysłać sms z terminami zabiegów u niego, tak oto mój zabieg miał odbyć się za niecałe 2 tygodnie.

Dostałem na receptę maść znieczulającą EMLA, której użyłem przed zabiegiem jako dodatkowe znieczulenie. Sam zabieg przebiegł dość przyjemnie w porównianiu do kolejnych dni. Po paru zastrzykach nie czułem już nic, czasami silniejsze ukłucia. Pod koniec zaczynało mocno boleć, pomimo dodatkowych zastrzyków ze znieczuleniem. Na szczęście lekarz i jego pomocnik cały czas ze mną rozmawiali, dużo żartowaliśmy. Po ostatnich szyciach pokazali mi efekt końcowy, wyglądało nieźle. Nałożono mi opatrunek, chwilę posiedziałem w gabinecie, poszedłem zapłacić i wróciłem do samochodu (tata mnie podwoził).

W domu siedziałem sobie przy komputerze, gdy poczułem, że coś mi cieknie po nogach. Zaczęło się dość obfite krwawienie. Napisałem do lekarza (przy okazji zdążyłem uwalić krwią całą łazienkę), powiedział że przez pierwsze dwa dni to może się zdarzyć, w wypadku krwawienia należy uciskać to miejsce (moje krwawiło tak, że chwilę po zatrzymaniu wracało). Jego zalecenie zmiany opatrunku po 24h było trochę nieaktualne, bo opatrunek się zsunął, był cały przesiąknięty. Panikowałem mocno. Tata pojechał do apteki po rzeczy do opatrunków, wpadł na bardzo dobry pomysł i kupił też pieluchomajtki. Okazały się zbawienne, bo mogłem względnie komfortowo przemieszczać się po domu. Założyłem nowy opatrunek, krwawienie trochę zwolniło. Udało się jakoś zasnąć. Obudziłem się z gaciami całymi posklejanymi krwią, wziąłem prysznic, który spowodował kontynuację krwawienia. Tego dnia leciało cały dzień, naprawdę się bałem. Zmieniałem opatrunki jakieś 4 razy. Rana po wędzidełku była przyczyną problemu.

Następny dzień mnie bardzo zaskoczył. Po prysznicu krew zaczęła bardzo powoli lecieć, a po założeniu opatrunku przestała. Po jakimś czasie podczas sikania znowu zaczęło, ale chyba było już coraz lepiej. Najdziwniejsze było to, że właściwie od zabiegu nie czułem na tyle silnego bólu, żeby musieć używać jakichś leków przeciwbólowych. Brałem tylko profilaktycznie Pyralginę na noc. No i była to kolejna noc, podczas której budziłem się kilka razy z bolesnym wzwodem (na razie jest tak cały czas).

W poniedziałek zamiast wziąć prysznic lekko namoczyłem (prawie czysty!) opatrunek i powoli odkleiłem. Miałem dość tego krwawienia i nie chciałem, żeby się powtórzyło. Wysuszyłem sprzęt i założyłem nowy. Reszta dnia na spokojnie.

Wydaje mi się, że wszystko wygląda dzisiaj już bardzo dobrze. Wędzidełko wydaje się nieźle goić, jedynie w jednym miejscu jest obrzęk, skóra trochę wystaje na żołądź, zakrywając linię szwów, poza tym trzon jest całkiem spuchnięty i w różnych odcieniach fioletu. W każdym razie jestem dobrej myśli. Jak oceniacie stan na dzisiaj ?

Zdjęcie przed:

A tutaj zdjęcia na stan obecny:
 
Aktualizacja: dzień 9
Cześć, 7 dnia przestałem nosić w dzień opatrunek, ale dla pewności założyłem go jeszcze na jedną noc. Nadwrażliwość przeszkadza, ale nie jest to też ból. Dzisiaj jest 9 dzień, w nocy spałem już bez opatrunku i pierwszy raz miałem okazję zobaczyć sprzęt w lekkim nocnym wzwodzie (samemu wolę go z ciekawości jeszcze nie wywoływać). Mam wrażenie, że lekarz odwalił świetną robotę.
 
Aktualizacja: dzień 19
Cześć, od paru dni wzwody już nie budzą, nie ma żadnego krwawienia. Dzisiaj miałem zdejmowane szwy. Wszystko wygląda super. Jedyne, co przeszkadza to bolesność takiego "pierścienia" wokół pod żołędzią, ale lekarz powiedział, że nie ma się czym przejmować, że niedługo przejdzie. Z perspektywy czasu to pierwsze 3 dni po zabiegu były najgorsze, potem już całkiem z górki. Wrzucam zdjęcia świeżo po zdjęciu szwów.
 
Miesiąc po
Wizualnie wszystko wygląda dobrze, ciągle występuje tylko ból podczas wzwodów. Wydaje się pochodzić z górnej części trzonu, pod blizną. Myślicie, że względnie normalne i ma szansę niedługo przejść ?
 
Do góry