Witam,

mój pierwszy post
Wczoraj (18.07) miałem zabieg u dr Zakoscielnego w Wawie, przychodnia www.onkolog.com.pl

Zafundowałem sobie plastykę napletka. Po wyjściu z gabinetu łyknąłem od razu dwa apay, po powrocie do domu też dwa.
Penis nie boli jakoś mocno, raczej odczuwam szczypanie.
Po zabiegu założono mi opatrunek, dostałem także wskazówkę, aby zmieniać opatrunek dwa razy dziennie (rano, wieczor) i przemywać penisa w wodzie z mydłem (biały jeleń).
Noc o dziwo minęła spokojnie, mimo że bałem się wzwodów. Obudziłem się koło 4 rano i czułem że coś się dzieje, ale po chwili zasnąłem ponownie.
Obecne są jeszcze krwawienia, krew pojawiła się podczas porannej zmiany opatrunku. Natomiast kiedy spokojnie siedzę i nic nie robię, krwawienie nie występuje.

Penisa mam skierowanego do góry, plaster przyklejony od biodra do biodra go podtrzymuje w tej pozycji. Doktor powiedział, żeby w tej pozycji ze dwa dni go potrzymać.

Trzymając penisa w tej pozycji cały czas żołądź chowa mi się do środka, tzn nie mam go odsłoniętego. Opatrunek przesuwa się minimalnie do góry, przez co skóra przykrywa żołądź. Zastanawiam się, czy mam za wszelką cenę go odsłonić i próbować zsunąć skórkę czy zostawić tak jak jest? Przy próbie zsunięcia skórki odczuwam ból, a czytałem już na forum że jak boli to nie ruszać. Chcę po prostu zapewnić mu dopływ powietrza, aby wszystko się goiło szybciej.

Czy przemywanie mydłem starczy, czy powinienem zainwestować jeszcze w rivanol?

Postaram się na bieżąco opisywać proces mojej rekonwalescencji