Witam serdecznie po miesiącu od zabiegu, który opisywałem w swoim poprzednim temacie

Jeżeli chodzi o bliznę, to wszystko zagoiło się w jak najlepszym porządku - miejsce cięcia jest w miarę gładkie jak na tak krótki czas, nie miałem problemów z krwawieniem ropą i tym podobne, a napletek mogłem zsuwać/naciągać już praktycznie od piątego dnia po zabiegu (metoda częściowa, zostawiłem dość dużo skóry). Tak prezentuje się mały w spoczynku z założonym luźno napletkiem:

https://i.imgur.com/oL3S9mr.jpg


Wszystko byłoby w najlepszym porządku, jednak niepokoi mnie bardzo jedna rzecz - żyła grzbietowa biegnąca mniej więcej między górą a bokiem penisa. O ile w spoczynku jest to tylko mała grudka, którą i tak przykrywa skóra, tak we wzwodzie dosłownie z każdą minutą (pompowanie krwi, zrozumiałe) żyła rośnie i puchnie do sporych rozmiarów. Niby nie odczuwam bólu (oczywiście o ile nie będę tego miejsca na siłę ściskał palcem czy coś) i erekcja utrzymuje się bez problemu, ale wygląda to na maksa nieestetycznie, a po zakończonym wzwodzie muszę czekać przynajmniej noc lub najbliższy dzień, żeby żyła w miarę odetchnęła i zmniejszyła się.

Czy miał ktoś z was tego typu problem? Zaznaczyłem ten problem lekarzowi już przy pierwszym zobaczeniu sprzętu po zabiegu, ale stwierdził, że tkanki "szukają sobie miejsca i przekształcają się jeszcze długo po zabiegu". Gdyby nie ta paskudna żyła, penis wyglądałby wprost świetnie zaledwie 33 dni po krojeniu, nie ma najmniejszych problemów z poruszaniem się skóry, a miejsce byłej opuchlizny jest już niemal gładkie OCZYWIŚCIE OPRÓCZ PECHOWEJ ŻYŁY

Jak oceniacie szanse na faktyczne zmniejszenie się jej albo samodzielne schowanie pod linią cięcia, gdzie byłaby dużo mniej widoczna i pewnie nie tworzyła tego balona? Załączam fotkę po ~15 minutach wzwodu i wyraźnie napuchniętej żyle:

https://i.imgur.com/JNcZrej.jpg