W środę, to jest 5 dni temu miałem zabieg obrzezania całkowitego.
Niestety z powodu przylegającego napletka mam w kilku miejscach na żołędzi odparzenia, jednak lekarz powiedział, żeby nimi się nie przejmować - od momentu obrzezania mają dopiero szansę się zacząć leczyć. Niestety nie wygląda to estetycznie, jak i cały mój "interes" ale jestem w stanie to zrozumieć, w końcu nie jest to jakiś bezinwazyjny zabieg od którego minęło niewiele dni.
Jednak niepokoi i zastanawia mnie pewna sprawa - w miejscu wędzidełka mam dosyć gruby strup, który jest plątaniną nici, zakrzepniętej krwi i ropy. Do mojego lekarza nie będę w weekend dzwonił, ale nie wiem czy zostawić to tak, czy coś z tym zrobić?

Przy każdej zmianie opatrunku i przy sikaniu przemywałem ranę wodą z mydłem, osuszałem i psikałem octeniseptem - według zaleceń lekarza.
Zażywam też antybiotyk Doxycyclinum i przeciwbólowy Dexak.

Od dwóch dni przez cały tydzień jestem w domu sam, więc postanowiłem nie zakładać opatrunku, leżeć w łóżku i ranę po prostu wietrzyć - po dwóch dniach wydaje mi się, że rekonwalescencja przyspieszyła, czy może to zły pomysł i gazik tak czy siak powinien być?

Ogólnie opuchlizna coraz mniejsza, bóle też już aż tak nie dokuczają, jednak przy wzwodach trochę się męczę (dwa razy po serii porannych wzwodów, kiedy wstałem z łóżka z rany zaczynała sączyć się krew).

Myślicie, że warto dołączyć moczenie rumiankiem? No i co z tym strupem - nie ruszać, czy namoczyć go i starać się go pozbyć?

Zdjęcia nie mogę załączyć bo dopiero za 2 dni odzyskam mój normalny telefon a teraz mam zastępczy badziew.