Witam
Zacznijmy od początku.
Od dawna wiedziałem, że mam stulejkę. W czasie wzwodu nie dało się ściągnąć napletka. W końcu postanowiłem coś z tym zrobić. Prywatna wizyta u urologa. Decyzja - plastyka grzbietowa napletka. Wiadomo, wielki stres, nieprzespane noce przed zabiegiem itp.
Nadszedł dzień zabiegu i zaskoczenie. Lekarz nagle stwierdził, ze może wystarczy tylko plastyka wędzidełka. Ok, w końcu to on jest fachowcem w tej dziedzinie a nie ja.
Zabieg:
Rozebrać się do pasa, położyć na fotelu zabiegowym. Znieczulenie - jeden zastrzyk. Bolało... Potem już nic nie czułem. Lekarz robił swoje. Luźna gadka o wszystkim i o niczym. A teraz najlepsze... Wiadomo, że nikt nie chce patrzeć na to co się tam wyprawia. Patrzę w sufit a tam wielka lampa w której się wszystko odbija. OMG, jak tam spojrzałem, to mało nie spadłem z tego fotela! Po skończeniu, założenie opatrunku i można się ubrać. Całość trwała krócej niż 30 min.
Lekarz przepisał detreomycynę. Stosować przez 4 dni, po dwa razy dziennie na szwy. Opatrunki nosić przez dwa dni.
Po powrocie do domu, mały szok. Spodnie przesiąknięte krwią. Dobrze, ze było już ciemno... Mówię sobie: "Bez paniki Daruś. W końcu jesteś facet a nie baba" :wink: Zmieniłem opatrunek i położyłem się spać. Eeech, to za dużo powiedziane spać... Noc prawie nie przespana. Bałem się obrócić na bok a na plecach za nic nie potrafiłem zasnąć. Rano zaglądam pod kołdrę. Czysto, nie ma krwi. Zaglądam w majtki, czysto! Uff, jaka ulga. Delikatnie ściągnąłem napletek, gazikiem z ciepłą wodą obmyłem zaschniętą krew, posmarowałem maścią szwy, założyłem nowy opatrunek. Maluch skierowany do góry, oklejony plastrami by się trzymał.
Dzisiaj mija czwarty dzień, żadnego krwawienia, żadnej opuchlizny, ale... Zawsze musi być jakieś ale... Pojawił się dziwny, tępy ból w miejscu koniec członka - początek podbrzusza. Miał ktoś coś podobnego??? Dlaczego akurat tam??? Wizytę kontrolną mam dopiero w środę, więc wtedy dopiero dowiem się o co kaman...
Mój doktor powiedział, że szwy należy chronić przez pierwsze 4 dni. Potem już mogę moczyć się w wannie i starać się , by jak najszybciej szwy odpadły. Czy to nie za szybko ???
Rekonwalescencja trwa dalej. Eeech, dlaczego te dni tak powoli mijają...

A teraz najważniejsze!
Oczywiście stulejkę mam dalej, Nic się nie zmieniło. Pierścień nadal jest za ciasny. Więc nasuwa się taka myśl: Czy to wszystko było potrzebne...
Na 99% nastąpi ciąg dalszy opowieści, ale już w innym dziale.