Hej,

w sobotę 3.2 miałem drugi zabieg plastyki napletka, tym razem u dr Michalskiego w Krakowie. Niestety wychodzą problemy, które już kiedyś miałem. Mianowicie na dole prącą powstał duży krwiak/krwiaki. Końcówka jest fioletowa. Utrzymuje się to od 2 dnia po zabiegu. Wygląda to słabo. Mailowo kontaktowałem się z dr Michalskim, napisał mi, że prawdopodobnie mam zaburzenia krzepnięcia krwi (miałem wyniki, było w normie). Pisał, że wszystko się wchłonie. Obrzęk jest spory, pomogłoby pewnie klejenie prąca do góry, ale sam w sobie w zwisie jest niewielki, a teraz jest kwadratowym ma może z 4-5cm. Poradził by strzykawką przemywać żołądź (bo nie da się przez krwiak odciągać napletka), maść która mi polecił, też dopiero po zejściu obrzęku. Problem w tym, że obrzęk jest wielki, i sądzę, że to się będzie wchłaniać tygodniami. Potem napisał jeszcze że "Obrzęk jest też od lignokainy która rozszerza naczynia i ściąga wodę do tkanki podskórnej. Wszystko mmusi samoistnie się wchłonąć. Dopóki obrzek nie zejdzie nie ma sensu na siłę ściągać napletka, bo mogą popękać drobne naczynia i sprawa się pogorszy."
Boje się, że brak próby rozciągania napletka spowoduje to, że przy szwach skóra się zrośnie i finalnie i tak go nie ściągnę

Co robic?

Okłady z lodu?
Kupiłem Rivanol, kupiłem octenisept do dezynfekcji, kupiłem maść na krwiaki Fortiven Activ (wczoraj kupiłem, raczej niewiele daje smarowanie)

Pomożcie

PS. Prącie nie boli, wygląda tylko jak po wybuchu petardy