Witam, jestem tydzień po zabiegu i postanowiłem się podzielić z wami i zachęcić do podjęcia decyzji. Mi również to forum bardzo pomogło, bo dowiedziałem się czego się spodziewać w trakcie i po zabiegu, a więc teraz chciałbym "oddać" to do wziąłem
Mam 26 lat i wiem, że późno (wiem już że zbyt późno) się zdecydowałem, ale jakoś strach chyba był zbyt duży.

Zabieg wykonany w Gdańsku, u Pana doktora Zachalskiego. To młody lekarz ale ze świetnym rzeczowym podejściem i uważam wysokimi umiejętnościami. Przechodzimy do meritum.

Po wizycie na początku roku, doktor potwierdził moją diagnozę - pełna stulejka, pod nóż. 6. lutego o godzinie 10 pojawiłem się pod gabinetem. Byłem zdziwiony bo przyszedłem dość odważnie nastawiony do tego co ma się wydarzyć, choć nogi lekko zmiękczone. A potem cóż dużo mówić, spodnie w dół, na leżanke, przyszła również pielęgniarka do pomocy. Może gdy pytała lekarza czy podać większe imadło i ostrze nie było fajnie to słyszeć, ale cóż. Zawieszono mi zasłonkę żebym nie widział co tam się dzieje (nie wydaje mi się że miałbym ochote zaglądać ) położono te słynną przesłonkę z otworem w wiadomym miejscu. Na początek mycie żołędzia. I to był niestety mocno nie przyjemny moment. Żołądź świata zewnętrznego nie znał i było to bardzo bolesne. Potem czas na zastrzyki ze znieczuleniem, zdaje się że 4 wkłucia. Było je czuć, ale żadnego grymasu nawet to u mnie nie wywołało. Nic nad czym trzebaby sie rozwodzić tutaj. Prowadziłem bardzo sympatyczną, typową rozmowę o wszystkim i o niczym. Gdy jakoś tematy się skończyły poprosiłem żebyśmy jednak próbowali rozmawiać bo wtedy łatwiej odciągnąć myśli od krojenia Znieczulenie działało świetnie, nie czułem nic, noo tylko w momencie zszywania przy wędzidełku, wtedy jakieś leciutkie szczypanie. Nic strasznego. Po jakichś 30 minutach było po wszystkim. Zasłonka zniknęła i miałem zobaczyć jak to działa widok zakrwawionego podbrzusza i rękawic lekarza nie należały do najprzyjemniejszych, ale widok sprzętu w pełnej okazałości rekompensował to
godzinka czekania po zabiegu, doktor sprawdził, i do domu, za tydzień kontrola, za dwa ściągamy szwy. Aaa, właśnie. Większość osób tu piszących wspomina że miała szwy samowypadające, u mnie było inaczej . Doktor Zachalski tak robi i już. Ok, to on się zna, a nie ja więc nie dyskutowałem.

Po jakimś czasie, przyszła pora na pierwsze siku. Jak chyba każdy obawiałem się tego momentu. Samo sikanie było czystą przyjemnością. Jednak po pojawiła się krew, dość dużo krwi. Przyznaje, obsrałem się ze strachu. Bałem sie, że tej krwi jest dużo za dużo, że nie przestanie lecieć i że coś się rozpieprzyło na dobre. Opanowałem się jakoś, jeszcze tego pierwszego dnia przy oddawaniu moczu pojawiły się pojedyncze krople krwi. A potem już spokój, nic takiego nie miało miejsca. Żadnych ropień, żadnej krwi nic co mogłoby martwić. Lubię się powiercić w nocy, zasypiam zawsze na brzuchu, więc zastanawiałem się jak będzie w nocy. Pierwsza w pełni spokojnie, drugiej już się pojawiła solidna nocna erekcja (moze zbyt luźny troche opatrunek). Przyłożyłem kostki lodu, wszystko szybko się uspokoiło. W ciągu kolejnych nocy sporadycznie takie pobudki też się zdarzały. Ani przyjemne, ani specjalnie straszne. Ogólnie spanie spokojnie, nie wiercę się, podświadomość chyba wie że trzeba pilnować.

Według zaleceń lekarza miałem 2 razy dziennie spryskiwac to Octeniseptem, przesmarować po szwach maścią i wiązać do góry. Opatrunki trochę uprzykrzają życie i , przynajmniej w moim przypadku, trochę usztywniają chodzenie Nie miałem żadnych wielkich opuchlizn, żadnych krwawień przez wszystkie kolejne dni. Nic niepokojącego sie nie działo, więc... uznałem że na pewno jest coś nie tak, tylko ja tego nie widze/nie umiem rozpoznać. W związku z tym dzisiejszej wizyty kontrolnej bałem się chyba bardziej niż samego zabiegu. Zupełnie niepotrzebnie. Pan doktor obejrzał sprzęt w całości (z bólem ściągnął skórkę, sam tego jeszcze nie robie do końca, troche ból fizyczny chyba jeszcze wspomagany psychicznymi obawami) i powiedział że nie spodziewał się że już po tygodniu bedzie to tak dobrze wyglądało. Jest zadowolony ze swojej pracy i ja też powinienem. Dalej mam stosować te same zalecenia, za tydzień zdejmujemy szwy i będzie powoli pora zapominać o całym zamieszaniu

Jeszcze nie koniec, jeszcze zdjęcie szwów, ale od dziś jestem spokojny i mocno wierzę że wszystko przebiegnie bardzo pomyślnie.
Zachęcam wszystkich do podjęcia tej decyzji. Najtrudniejsze jest się zapisać na wizytę i się na niej pojawić. Pierwsze zdjęcie spodni przed obcym facetem też jest najbardziej krępujące, potem już bez oporów. Każdy ma inny poziom bólu, każdy inny strachu. Nie ma co zgrywać kozaka, nie wierzę że jest facet który wyciąga lache i mówi "dobra, krójcie" z uśmiechem na twarz i luzem w środku. Stres jest, ale warto go przezwyciężyć. Już w momencie zabiegu patrzyłem w sufit i byłem mega szczęśliwy że to się dzieje. Potem miałem gorsze i lepsze dni, ale teraz będzie już tylko lepiej
Nie zrobiłbym tego bez mojej wspaniałej dziewczyny, która wspierała mnie przed, w trakcie, a także po kiedy miała cholernie ciężko, bo były momenty że marudziłem i wymyślałem niesamowicie. Taki ktoś obok też bardzo pomaga na każdym etapie tej drogi

Jeśli post się przyjmie, to odezwę się także jak szwy już będę także za mną.

Pozdrawiam, odwagi!!