Witam, mam 19 lat i 5 dni temu miałem zabieg usunięcia stulejki.
O problemie wiedziałem od wielu lat, niestety wstydziłem się powiedzieć o tym rodzicom i postanowiłem poczekać do 18, ale i po 18 nie byłem pewny siebie, aż nadszedł ten dzień kiedy wziąłem skierowanie od lekarza w przychodni, następnie poszedłem do urologa w szpitalu. Urolog bardzo sympatyczny, stwierdził, że mam stulejkę i sam mogę wybrać metodę jej usunięcia(całkowite usunięcie lub częściowe), po wcześniejszym przestudiowaniu artykułów na ten temat postanowiłem całkowicie usunąć napletek.

Nadszedł ten dzień(środa), nie poszedłem do szkoły, a rodzice też nic nie wiedzieli- poszedłem do szpitala o 8:15 rozpoczął się zabieg i trwał do 9, bardzo sie denerwowałem.
Na sam początek asystentka urologa umyła mi małego, było to bardzo nieprzyjemne ponieważ obciągnęła do końca czego ja sam nigdy w życiu nie zrobiłem, ilość 'brudu' pod napletkiem była naprawdę bardzo duża. Dobra, teraz przyszedł urolog i zrobił znieczulenie(boli jak szczepionka), niestety w moim przypadku znieczulenie nie wiele dawało i co chwile dostawałem kolejną dawkę(jak to stwierdził lekarz "końską"), dość mocno mnie cały zabieg bolał, jeszcze do tego słyszałem cięcie skóry(masakra), następnie ustaliliśmy, że znieczulenie słabo działa przez mój tryb życia(alkohol, narkotyki itd od lat).

Zabieg zakończył się ok 9, mały był bardzo spuchnięty, asystentka zrobiła mi opatrunek, dostałem recepte na leki i wysłali mnie do domu.

Przez kilka godzin po zabiegu bardzo bolało pomimo znieczulenia(nie stosowałem żadnych leków przeciwbólowych aż do teraz i nie zamierzam).

Zabieg miałem wykonany w środę, dziś jest poniedziałek 17:25 mały jest nadal opuchnięty, ale z dnia na dzień odczuwam poprawę.

W czwartek mam się zgłosić na wizytę w celu zobaczenia czy wszystko się dobrze goi.

Mały nie boli już w ogóle, najgorsze pierwsze dni i oddawanie moczu.

Może moja historia nie jest zbyt spójna, ale piszę to wszystko na szybko hehe

Ogólnie to radzę nie czekać z tym zabiegiem ani chwili dłużej.