Piszę z chęci podzielenia się cierpieniem z innymi podobnymi osobami, usłyszeniem ich głosu.
Opiszę swój przypadek. A pewnie jestem na początku drogi, modlę się by okazała się krótka.
Na początku grudnia pojawiło się szczypanie po oddaniu moczu, trwało to kilka dni, po dotknięciu członka przestawało więc nie widziałem problemu. Pamiętam ten pierwszy dzień 14 grudnia 2010, dostałem ataku okropnego bólu pleców i częstomoczu i bólu podczas sikania wieczorem około 17. Po dwóch godzinach wiedziony chyba przeczuciem zgoła kobiecym przyłożyłem sobie termofor i objawy ustały. Następnego dnia od lekarza rodzinnego dostałem zwolnienie lekarskie do świąt i nolicin 400 i nospe 80mg na 10 dni. Już pierwszego dnia brania leku duża ulga a po kilku dniach zapomniałem o wszystkich dolegliwościach. I mogłem oddać się pasji grania w wowa tym bardziej na zwolnieniu lekarskim.
17 stycznia dostałem kolejnego ataku silniejszego niż za pierwszym razem (teraz już wiem, była zima dojazd do pracy autem z zimnym siedzeniem lub wyjściem rano z pieskiem na 5 minutowy spacer w półbutach przydeptanych zrobił swoje – och gdybym mógł cofnąć czas). Wystraszony tym postanowiłem udać się prywatnie do urologa o dosyć dobrej reputacji w mieście – ordynator oddziału urologicznego w wojskowym szpitalu. I chyba to był mój drugi błąd. Po badaniu usg stwierdził, lekko powiększoną prostatę i powiedział, a doskonale to pamiętam, że antybiotyk nie zmniejszy prostaty i dlatego przepisze mi lek Sterko –ziołowy. W nocy z 28 na 29 grudnia dostałem kolejnego ataku bólu i odczucia parcia na mocz, które mi do dzisiaj towarzyszy niestety. We wtorek 1.02 urolog przepisał mi Tarivid 200 na 5 dni i Cataflam 50 przeciwbólowy i przeciwzapalny no i 4 dni zwolnienia z pracy. Byłem posłuszny i grzeczny leżałem w łóżeczku ogrzewałem się termoforem i tak bardzo wierzyłem, że się to wszystko szybko skończy. Ponieważ parcie dalej mi towarzyszyło chociaż mniejsze a urolog nie był dostępny domowy lekarz zapisał mi Cipronex 500 na 5 dni, mówiąc, że mnie to doleczy.
Jakoś ze zminimalizowanym poczuciem parcia pochodziłem przez 5 dni do pracy, o ile pamiętam to czasem zapominałem o parciu, młodzież się pewnie ucieszyła powróciła matematyka do ich życia ( jestem nauczycielem matematyki w szkole średniej).
No i pojawiły się ferie. Postanowiłem odpoczywać z rodzinką w domu by się całkowicie wyleczyć. Odczuwałem parcie ale małe, nie drenujące mózgu tak bardzo. Odpoczywałem, pogrywałem na komputerku w mmo, by przestać myśleć o chorobie. Czasem nawet zapominałem. Ale gdzieś wewnętrznie czułem się niespokojny, odstawiłem termofor myśląc, że może to on potęguje uczucie parcia. Zacząłem czytać fora, im więcej czytałem tym większy pesymizm. Ponieważ moja i tak minimalna wiedza na dzień dzisiejszy pozwoliła mi jednak wątpić w mojego dotychczasowego urologa postanowiłem się zapisać do innego urologa, który mi wyznaczył wizytę na 14 lutego. W niedzielę mimo, że wydawało mi się, że przygotowałem się solidnie –kalesonki dwie pary skarpetek udałem się do kościała do spowiedzi. Nie wytrzymałem dłużej niż 30 minut – było zimno a stojąc nawet na jakimś tam dywaniku zimno było mi w stopy –wróciłem do domu. W nocy z niedzieli na poniedziałek zaczęło mnie boleć lekko i parcie duże. Nowy urolog, „w pięknej polszczyźnie” skrytykował dotychczasowe postępowanie swego kolegi urologa. Zrobił mi badanie usg 2 krotnie, jedną po opróżnieniu pęcherza, stwierdzając że mocz nie zalega. Badanie per rectum i stwierdził: przewlekłe zapalenie prostaty. Przepisał Apo-tamis na noc- bloker i Unidox antybiotyk na 10 dni, bóle w prąciu podczas oddawania moczu ustały i do dzisiaj tak jest. Po tygodniu zażywania leku pojawiły się bóle w pachwinie, czasem znikają, ukucia gdzieś okolicach odbytu. We wtorek ubiegły znowu wizyta, pan doktor był zadowolony, że widzi poprawę (badanie usg i per rectum –mniej mnie bolało niż za 1 razem). Zapisał tarivid 200. Nie wiem czy się uodporniłem na ten lek albo zwyczajnie nie działa na mnie po w przeciwności do poprzednich antybiotyków nie zmniejszył parcia. Dodatkowo zacząłem się budzić kilka razy w nocy od tygodnia , oblany potem. Tylko budzenie podczas jednej nocy z niedzieli na poniedziałek było związane z częstszym oddawaniem moczu. Na ogół budzę się w moim odczuciu subiektywnym z poczucia tego parcia – mimo, że zauważyłem, że nocą jest najmniejsze, wzrasta relatywnie po wysikaniu się. W dzień jest większe, narasta wieczorem, bardzo utrudniając zasypianie, koncentrację. Kładę się około 20 już, co mi się wcześniej nie zdarzało –„przed” chodziłem około 24-1 w nocy, próbuję zasnąć -by zapomnieć ale trudno to przychodzi. Stosuję około 30 minutowe nasiadówki w gorącej wodzie przed snem – lekarz mi zalecił, ale mimo tego trudno zasnąć. Podczas siedzenia ostatnio zacząłem cos odczuwać między pośladkami jakiś ucisk, trudno mi to nazwać.
Zaniepokojony tymi objawami udałem się w piątek do urologa, kazał dalej mi brać tarivid ( stwierdził że nie możemy tak często zmieniać antybiotyku, zobaczymy co dalej) a na te bóle przyjąć apap lub inny przeciwbólowy środek i wspomóc się nospą. Muszę stwierdzić, że bóle ustąpiły –ale parcie jest, nie oznacza to, że często musze biegać do kibelka. Po sikaniu też kropelka moczu pojawia się później i dotykając prącia to wyczuwam. Wczoraj parcie nie było duże, ale dzisiaj inny trudniejszy dzień. Dobrze, że stoi obok mnie żona, która stara mi się pomóc. Masuje stopy. Plecy. Zauważyłem, że oddawanie kału redukuje do zera parcie, a współżycie seksualne i wytrysk obniżają je też mimo, że nie zdiagnozowałem na jak długo w moim przypadku- boję się ostatnimi mnie czasy mnie boli podczas ejakulacji.
Póki co to tak wygląda mój początek drogi. 41 letni prawie Nif
PS. Macie jakieś sposoby na zminimalizowanie tego odczucia parcia?


PS. Sądzę, że niepotrzebnie założyłem nowy temat. Proszę admina o przeniesienie do stosownego tematu-zapalenie prostaty, a ten temat do skasowania. Upierdliwość swoista tej choroby chyba zaburzyła normalny osąd sytuacji i wyrwałem się z nowym tematem. Sry