Witam.

W piątek rano miałem wykonywany zabieg plastyki napletka z powodu stulejki.

Lekarz już na nastepny dzień zalecił 2x dziennie mycie członka, jak i ćwiczenia napletka 5 razy dziennie, po 15 powtórzeń.
Dodatkowo dostałem maść Lignocaine, a także antybiotyk do brania przez 5 dni. Maści miałem używać podczas ćwiczeń.
No i powiem szczerze, byłem baaardzo pozytywnie zaskoczony, bo po 24h od zabiegu, gdy zdjąłem opatrunek, zobaczyłem bardzo pozytywny widok.
Zero opuchlizn, żadnej krwi i tak dalej. Oczywiście bardzo się bałem tak po dniu od krojenia ruszać napletka, ale jak zalecił lekarz, tak postanowiłem zrobić.

I ku memu zaskoczeniu, po nałożeniu delkiatnie tego żelu Lignocaine, moim oczom ukazał się członek w całej okazałości. Napletek zszedł do samego końca, po czym bez problemu nasunął się spowrotem na żołądź.

No i wszystko fajnie. Problemem jest tylko to, że po żelowaniu ptaka, a także po tych 2x myciach wacka wodą z Protexem (mycie polegało na tym, że po prostu robiłem mydliny i oblewałem go całego, przy ściągniętym napletku. Dotknąć żołędzi to koszmar obecnie), członek pozostawał... wilgotny. I teraz nie wiem co robić. Bo szczerze - nie jestem w stanie tej wilgoci odsączyć wacikiem, czy gazą - jest dramatycznie wrażliwy. No więc nie mam pojęcia co robić.... Czy ta odrobina wilgoci związana z zostawaniem odrobiny wody i resztek tego żelu, jakoś zaszkodzi :/ ? Mam szwy rozpuszczalne, więc obawiam się o nie... Mimo to, nie widzę rozwiązania problemu, bo tak jak mówie - wytarcie wacka na tym etapie jest dla mnie przeszkodą nie do pokonania.


Z góry dzięki za rady!