Witam serdecznie wszystkich panów,
Zanim przejdę do rzeczy - jeżeli ktoś zauważył u siebie jakiekolwiek problemy ze ściąganiem napletka, JAKIEKOLWIEK, niech nie waha się iść do urologa. Ja zauważyłem u siebie problemy już w okolicach września/października tamtego roku. Objawiało się to tym, że napletek i okolice miałem strasznie wysuszone. Myślałem, że to kwestia kosmetyków. Z dziewczyną mogliśmy się kochać dosłownie 2-3 razy w miesiącu, bo potem skóra była już tak popękana, że piekło, szczypało i bolało. I tak co miesiąc, bo bałem się przyznać przed samym sobą, że może być coś nie halo. Zwlekałem z wizytą u urologa bardzo długo, bo poszedłem na pierwszą wizytę dopiero w lutym. Lekarz wypytał się mnie o parę rzeczy, ja sam dorzuciłem coś od siebie (a co uznałem za warte wspomnienia) i stanęło na tym, że na przesuszoną skórę mam stosować maść. Po miesiącu problem zniknął, ale wciąż miałem problem ze ściąganiem napletka - bo czuć było opór. Miałem do wyboru - albo obrzezanie, albo poprawa wędzidełka. Lekarz po obejrzeniu mojego penisa stwierdził, że sama plastyka wędzidełka pomoże, tym bardziej, że im człowiek starszy, tym gorzej przyjmuje się u niego obrzezanie.

We wtorek byłem na zabiegu, w Enelmedzie. Za zabieg zapłaciłem 540 zł (mam złe wspomnienia z NFZem, więc wolałem prywatnie). Lekarz okazał się być też profesjonalistą nie tylko za biurkiem, ale i z palnikiem w ręku. Dopiero w gabinecie okazało się, że do zabiegu zostanie wykorzystany laser (czy jak to się nazywa). Urolog trochę mnie przysmażył, powiedział, że już powinno być ok, na wszelki wypadek łykać tabletki, żeby nie wdało się żadne zakażenie. Trochę się zdziwiłem, że bez żadnych maści, żadnych opatrunków ("tylko niech pan nie ściąga napletka przez dwa dni"), nic takiego.

Ale pojawił mi się teraz taki problem, że dziś na swoich bokserkach zauważyłem plamę (niedużą) krwi. Po krótkich oględzinach doszedłem do wniosku, że w jakiś sposób otworzyła się blizna i trochę krwi skapnęło. Myślałem, że może była to kwestia spania na brzuchu, ocierania nadmiernego przez sen, itp., ale idąc pod prysznic dziś wieczorem zauważyłem nową plamę. I wszystko stało się jasne - krew pojawia się wtedy, kiedy mam erekcję. Przez pierwszy dzień nic mi nie było, bo byłem jeszcze po znieczuleniu, ale dziś już miałem okazję się czymś podniecić i trach...

Zatem pytanie, koledzy - czy to normalne? Wizytę kontrolną mam dopiero za dwa tygodnie, ale lekarz powiedział, że gdyby coś się działo, mogę się zgłosić bez kolejki - problem polega jednak na tym, że urolog przyjmuje tylko we wtorki i środy. Trochę się boję, bo zależy mi na tym, żeby wszystko ładnie się zagoiło (jak każdemu zresztą). Czy ktoś miał podobną sytuację?