Cześć wszystkim!

Tak jak Wy, byłem kiedyś nędznym stulejarzem, ale dzięki Waszym postom postanowiłem coś z tym zrobić! Pewnego dnia pomyślałem sobie "Okej, jesteś dorosły, zrób coś z tym teraz i tak Cię to nie ominie!". Po tych przemyśleniach wszedłem na internet i umówiłem się na wizytę do dr Drabiny w Ars-ie w Krakowie. Wizyta przebiegła normalnie (tak jak było to opisywane przez innych użytkowników), później za niecałe dwa tygodnie zabieg. Przez ten czas miałem pomyśleć czy chcę obrzezanie częściowe, lub całkowite (lekarz zachęcał do zaryzykowania z częściowym).

Dzień zabiegu:
Przyszedłem do klinki trochę zestresowany, ale szczęśliwy, bo wiedziałem że trafiłem do najlepszego specjalisty. Zabieg się zaczął, a ja nadal nie wiedziałem czego chce, lekarz uspokoił i powiedział, że zajmie się wędzidełkiem i później zobaczymy. Jak się okazało po usunięciu wędzidełka, częściowe nie wchodziło w grę, ponieważ napletek był za sztywny i było duże ryzyko nawrotu stulejki. Tak więc lekarz zaproponował całkowite, w sumie nawet nie wiedziałem jakie to będzie. Doktor tylko zapytał "Skóra ma być sztywna czy luźna podczas wzwodu?", ja na to "Sztywna!", a on "Okej, zatem blizna nie będzie daleko od żołędzia". Następnie zaczął "liczyć" coś palcami, mierzyć i pociągać. Mam wrażenie że z doktorem nie porozmawiasz o typach obrzezania, ma swój styl i ma być funkcjonalnie, co mi się szczerze podoba. U mnie chyba wyszło coś jak "high&tight", tylko blizna nie jest aż tak daleko. Nie jest to też "low&tight", bo podczas wzwodu napletek wewnętrzny się napina tak gdzieś 1,5-2 cm. Według mnie jest fajnie. Później moja zabójcza porcja pytań i spokojne, klarowne odpowiedzi ze strony lekarza. Zabieg trwał około 80 minut, bo się zagadaliśmy. Pod koniec znieczulenie puściło na tyle, że czułem szycie i wbijanie igły w skórę, ale nie chciałem robić z siebie baby i wytrzymałem. Po zabiegu tabletka w rejestracji, płacenie, numer telefonu od lekarza i termin wizyty kontrolnej za dwa tygodnie. W drodze powrotnej autobusem znieczulenie puściło i czułem okropny, piekący ból. Gdy dojechałem do domu (co zawdzięczam tylko i wyłącznie poziomowi adrenaliny we krwi i chęci przetrwania), zażyłem kolejny lek przeciwbólowy i poszedłem spać, leżeć.

Pierwsza noc, oczywiście z pobudkami, ale nie było tak źle. Druga podobnie, prawie co godzinę się budziłem, ale "kontrolowałem" wzwody.


Teraz seria pytań do Was- weterani!
- Jak długo trwają "najgorsze dni"? Przyznam, że chodzę jak kaleka, bo mnie wszędzie uwiera, czuję dyskomfort gdy penis jest w opatrunku (dodatkowo podtrzymuję go bandażem elastycznym).

- Co z oponką? Czekać jak sama zniknie, czy jej pomóc jakimiś specyfikami?
- Jak stosować płyn "Azulan" na nocne wzwody?
- Czy stosować bandaż elastyczny do podtrzymania członka do góry? Zaciskam go dosyć mocno przez co się trzyma, ale czuję też dyskomfort, rozumiem, że jest to normalne po zabiegu?


Pozdrawiam!