Witam, tak to jest temat gdzie opowiadam co i jak. Odrazu powiem przed wszystkim, byłem na plastyce napletka a nie obrzezaniu.

Więc tak, o stulejce dowiedziałem się kilka lat jakoś jak sobie oglądałem porno (a jakby inaczej...) i tak sie zastanawiałem dlaczego mój penis wygląda inaczej niż większość (tak, znalazłem jakiegos pornola raz gdzie koleś miał stulejke, serio). Poprzeglądałem neta i jakoś trafiłem że jest coś takiego jak stulejka częściowa, całkowita itd. Sprawdziłem jaki problem jest u mnie, oczywiście stulejka całkowita - mi się wydawało że mam ją od urodzenia, ale podobno nie, jak miałem z 5 lat i byłem u lekarza miałem to sprawdze i problemu z tym nie miałem, no ale nie ważne. Problem była stulejka całkowita. Stwierdziłem że nie ma co czekać, jestem już w takim wieku (20 lat) że trzeba mieć to zrobione jakby przyszło co do czego - każdy wie o co chodzi. Ogarnąłem się, znalazlem urologa/chirurga u mnie w mieście i pojechałem na spotkanie, co swoją drogą bylo drogie, jako ze byłem bez ubezpieczenia kosztowała mnie sama wizyta 100zł. No ale wchodze, koleś się mnie pyta z czym problem - mówie, ze mam problem który nazywa się stulejka. Lekarz kazał mi zdjąc spodnie i spróbować (samemu) maksymalnie zdjąć napletek jak umiem. Oczywiście odrazu zauważył z czym problem, sam raz spróbował, stwierdził że faktycznie stulejka. Powiedział mi w ogóle że potrzebny będzie zabieg, dokładnie mi tłumaczył dlaczego plastyke "powinni" zrobić a nie obrzezanie, wyjaśnij na czym polega zabieg i co dokładnie będzie się działo i umówiliśmy się na zabieg za 2 tygodnie. Cieszyłem się i byłem przerażony jednocześnie.

Minęły te 2 tygodnie, przejechałem do szpitala, raz-dwa porobili mi podstawowe badania, położyli mnie z innymi chorymi i kazali czekać, czekać... 4 godziny. Zdenerwowany czekając na zabieg w końcu mnie zabrali. Myślałem że zabieg będzie robiła jedna osoba lub maksymalnie dwie - a tu całkiem inaczej, okazało się ze aż 4 osoby - dwie pielęgniarki i 2 chirurgów/urologów. Odrazu przeszli do rzeczy, wbili mi w mój sprzęt znieczulenie i czekaliśmy aż zacznie działać no i zaczeli coś tam robić, nie wiem, bo nie patrzyłem. Czułem kłucie i ból ogólnie, ale na pewno mniejszy niż jakbym nie miał znieczulenia, dało się wysiedzieć. Ogólnie cały zabieg trwał z 40min a mi się wydawało że z 10min. Lekarz mi mówił że zabieg trwał długo bo musieli to dokładnie zrobić bardzo bo sporo napletka było do "edycji". Popytałem o podstawowe rzeczy, z 30 min przeleżałem bo kazali mi poczekać trochę bo może będzie mnie boleć, to żebym to tu jeszcze był. Nic nie bolało, pojechałem do domu.

W domu... zachciało mi się oddać mocz, standard - wiadomo. Lekarz mi mówił że po prostu zdejmuje napletek (odrazu po zabiegu nawet będe mógł) oddaje mocz i potem znów żołądz chowam pod napletek. W teorii właśnie tego chciałem. Minusem było to ze nie dało się zdjąc napletka podczas oddawania moczu czy ogólnie. Ból był tak kurewsko duży że nie dawałem rady, no sobie myślałem że już ch*j, pewnie za mało wycieli i teraz będzie tak jak było. Mijały dni, codziennie próbowałem podczas kąpieli coś robić z tym napletkiem i codziennie szło to troche lepiej, aż w końcu... zaczeło się. Mogłem normalnie zdejmowac/zakładac napletek aż do tej pory. Wszystko, cała mechanika działa dobrze, chociaż nie jestem pewny ale chyba do tej pory mam jeszcze trochę zbyt wrażliwy żołądz.

Ogólnie mówiąc - polecam sobie zrobić ten zabieg jak macie trochę czasu, na pewno penis wygląda znacznie lepiej. W moim przypadku odczucia z orgazmu się nie zmieniły, są takie same, ale dla samej wizualnej zmiany się opłacało. Ból da się przetrwać, zresztą lepiej raz się przemęczyć i mieć sprawny sprzęt.

Pozdrawiam.