To mój pierwszy post, więc na początek witam wszystkich serdecznie. Pomyślałem sobie że opiszę na tym forum swoją historię ze stulejką, bo być może moje rady komuś się przydają. Mój zabieg miał miejsce w październiku ubiegłego roku (2011), więc dziś jestem już prawie pół roku po. Zwlekałem dość długo, z tego co pamiętam wszystko zaczęło się jakieś dwa lata lub nawet więcej przed zabiegiem. Początkowo problem był niewielki; napletek schodził ciaśniej niż kiedyś. Jednak nie zwracałem na to uwagi. Mijały tygodnie, potem miesiące, i zacząłem zauważać, że jest coraz gorzej. W końcu by zsunąć napletek, musiałem iść pod prysznic i udawało mi się to dopiero po odpowiednim namoczeniu skóry, jednak towarzyszył temu dyskomfort i ból. Z czasem zaczęły pojawiać się drobne ranki, były to pęknięcia na górze napletka, spowodowane ściąganiem go na siłę. Podczas oddawania moczu oczywiście mnie to szczypało i swędziało, a gojące pęknięcia tworzyły kolejne blizny, powodując że stulejka postępowała jeszcze bardziej. W końcu uświadomiłem sobie problem - miałem stulejkę i wiedziałem że nie przejdzie ona ot tak - jak gorączka. Jednak, dopóki nie było jakiejś tragedii, to oczywiście odkładałem wszelkie działania mające na celu rozwiązanie problemu.
Pęknięcia i ranki były coraz częstsze, podczas oddawania moczu częste pieczenie, miałem też świadomość że pod napletkiem gromadzi się zapewne sporo syfu, bo nie było możliwości usunięcia go. Stulejka była już całkowita, na górze znajdował się tylko niewielki otworek umożliwiający oddawanie moczu. Postanowiłem że muszę iść do lekarza ale...może pójdę za tydzień, może za dwa...miałem czas - jest to w przypadku stulejki symptom największej głupoty - dziś to już wiem. W końcu, na początku października ubiegłego roku, wyczułem na żołędziu (pod napletkiem) pewne zgrubienie, tak jakbym miał tam sporego pryszcza, czy coś podobnego. Próbowałem przesuwać po tym palcem, ale pozostawało w miejscu. Spanikowałem. Zacząłem wyobrażać sobie, że to już może jakieś poważne następstwa mojej niedbałości, może jakiś guz, lub co gorsza..rak? Czytając potem w sieci o guzach i rakach penisa, wystraszyłem się już całkiem.
Następnego dnia postanowiłem coś z tym zrobić, poszukałem w moim mieście (cieszyn) urologa który ma umowę z NFZ. Zadzwoniłem, i poinstruowano mnie, że muszę najpierw iść do swojego lekarza rodzinnego, powiedzieć co jest grane, a on wypisze mi skierowanie z którym mam wrócić do urologa. Tak też zrobiłem. Będąc jednak u lekarza rodzinnego, zacząłem trochę powątpiewać w jego wiedzę, gdyż oznajmił mi że w moim wieku stulejka jest niemożliwa :mrgreen: . Mam ok 30 stki, jednak z tego co czytałem w sieci, może się to przytrafić w każdym wieku. W każdym razie dobrze że załatwiłem to w ten sposób, bo rodzinny powiedział, że państwowo poczekałbym sobie kilka miesięcy, a tak wszystko zamknęło się w półtora tygodnia. Zdobywszy skierowanie, wróciłem do urologa na konsultację. Pierwsze co zrobiła lekarka (przyjmowała mnie kobieta) to wybuchnęła śmiechem na to, co mój rodzinny powiedział o mojej stulejce. "Nie każdy dobrze wybiera zawód" - stwierdziła i zabrała się za oględziny mojego penisa. Stulejka całkowita - padł wyrok. Na zabieg umówiono mnie - dokładnie za tydzień.
W końcu przyszedł dzień, w którym miałem iść "pod nóż" 8) . Z walącym serduchem czekałem w poczekalni, w końcu poproszono mnie na salę. Podreptałem więc w samych majtkach, które na stole zsunięto mi tylko do kolan. Mój zabieg wykonywało dwoje lekarzy (małżeństwo) całość trwała jakieś 25 minut. Miałem znieczulenie miejscowe - zupełnie wystarczające. Po kilku sekundach lekarz zaczął coś robić i spytał czy coś czuję. Miałem tylko nieznaczne odczucie dotyku, nic więcej, po prostu dotyk, zero bólu, oni jednak na wszelki wypadek podali mi jeszcze jedną dawkę znieczulenia, po której nie czułem już zupełnie nic. Zaczął mnie nawet ogarniać sen na tym stole. Jeśli chodzi o znieczulenie, to wykonują je poprzez kilkukrotne wstrzyknięcie dookoła żołędzia. Odczuwa się jedynie lekkie ukłucia, nie jest to żaden ból. Potem jest już święty spokój, nie czuje się zupełnie nic. W moim przypadku usunięto mi część napletka, niektórzy mają usuwany całkiem. Moi urolodzy powiedzieli że u mnie zupełnie wystarczy w ten sposób. Po zabiegu i zszyciu, robią opatrunek. Wygląda to tak, że owijają penisa kompresami, a te plastrem by się trzymały - ma to wygląd jakby rurki na końcu jest otwór na żołądź. Lekarz pouczył, że przez 24h nie powinienem zmieniać opatrunku, a mocz oddawać przez niego. Mam się nie przejmować, bo mocz ma właściwości odkażające, a dopóki rana jest świeża, nie wolno doprowadzić do zakażenia. Po tygodniu kazali przyjść na kontrolę. W domu, jakąś godzinę po zabiegu, miałem uczucie jakby mocnego parcia na pęcherz, zupełnie tak, kiedy chce ci się mocno sikać. Jednak wysikać się nie mogłem, prawdopodobnie przez działające wciąż znieczulenie. W końcu, po godzinie udało mi się wysączyć trochę moczu. Zrobiłem to przez opatrunek, jak kazali. Czułem się dosłownie tak jakbym zlał się w majtki -wszystko mokre. Penisa miałem trzymać uniesionego w górę, i używać raczej ciaśniejszych majtek, co ułatwi taką jego pozycję. Penis po zabiegu jest opuchnięty, to normalne. Na drugi dzień zdecydowałem się jednak na zmianę opatrunku, bo chodzenie z mokrym to jak dla mnie, straszny dyskomfort. Kupiono mi kompresy wyjałowione 9x9 i plaster zwykły o szerokości 1 cm. Opatrunek zmieniałem 2-3 razy dziennie. Wpadłem na taki patent, że przy oddawaniu moczu zsuwałem go, by się nie zmoczył, a po oddaniu moczu rozcinałem i na nowo zakładałem na penisa. Opatrunek należy zakładać luźno, ja robiłem go z dwóch kompresów, owijając penisa z dwóch stron i potem oba kompresy sklejałem plastrem. Opatrunek odstawiłem po kilku dniach, przestałem się też przejmować tym, że powinienem go trzymać w pionowej pozycji. Po tygodniu udałem się na kontrolę, lekarkę niepokoiła trochę odleżyna jaką miałem na żołędziu (to co mnie tak wystraszyło, pisałem o tym wyżej) odleżyna była spowodowana zaleganiem mastki pod napletkiem, i zrobił się mały stan zapalny - wyglądało to jak czerwona plama na żołędziu. Przepisała mi na to maść MUPIROX - koszt ok 20zł. Po kilku dniach widać było poprawę. Smarowałem nią też miejsca szwów, by goiło się szybciej - maść zawiera też antybiotyk. Szwy są oczywiście rozpuszczalne, jednak u mnie ostatnie pozostałości trzymały się jeszcze ok 2 miesięcy. Niczego sam nie wyciągałem, w końcu zniknęły całkowicie. Z tego co się czyta w sieci, należy się wstrzymać z sexem przez przynajmniej miesiąc, ale myślę że jest to przesada, choć na pewno zależy to też od osoby, jednemu zagoi się szybciej innemu wolniej. Jeśli chodzi o mnie, to wytrzymałem 2,5 tygodnia :mrgreen: ale byłem potem oczywiście ostrożny. Trzeba też uważać na prezerwatywę, bo szwy mają trochę sztywne zakończenia. U mnie gojenie trwało w zasadzie jakieś półtora tygodnia, po tym czasie wszystko było zagojone. Dziś jest jak najbardziej wszystko ok, zakończyły się problemy. Napletek "działa" poprawnie, sam się zsuwa podczas wzwodu, a gdy "leży" zakrywa żołądź do połowy, a połowa sobie wystaje, co w niczym nie przeszkadza. Zawsze też kiedy wstaję rano, napletek jest zsunięty, prawdopodobnie z powodu nocnych "pobudek" mojego małego kolegi 8) .
Naprawdę dobra rada - jeśli masz stulejkę - nie odkładaj tego na później. Nie warto, wiem teraz to bardzo dobrze. Zabieg to nic strasznego, zero bólu, a po zabiegu też żadnego bólu w ogóle nie odczuwałem. Przepisano mi maść przeciwbólową, ale nawet jej nie wykupiłem, stosowałem jedynie wspomniany wyżej MUPIROX, żadnych RIWANOLI etc. Z pewnością wiele też zależy od indywidualnego przypadku, różne osoby różnie to przechodzą. Ale jedno jest pewne - zwlekanie z usunięciem stulejki to droga do nikąd, może być wtedy - jedynie coraz gorzej, a były przypadki że już za późno. Podczas zabiegu, kiedy ucinałem sobie gadkę z lekarką, wspomniała że mieli już pacjenta, u którego stwierdzili już raka, po prostu za późno przyszedł. Nawet nie pytałem o jego dalsze leczenie.
Ok rozpisałem się trochę, ale chciałem pokazać, jak to wszystko ogólnie wygląda. Mam nadzieję że powyższy opis komuś się przyda i skorzysta z moich rad. Jeśli masz jakieś pytanie do mnie, po prostu napisz :wink: Powodzenia.