Czołem!

Zapewne sporo treści z tego posta będzie powtórzeniem tego, co napisało już wielu innych facetów po zabiegu, ale kiedy leżałem w łóżku po obrzezaniu całkowitym, lektura postów i historii z tego forum znacznie pomogła mi przebrnąć przez ten nie najlepszy etap mojego życia (choć zapowiadający etap dużo lepszy ). Jeśli więc komuś to pomoże, to kolejna historia do kolekcji.

Mój przypadek nie był tak zły, jak wielu innych osób. Stulejka zaczęła tworzyć się u mnie około półtora roku temu. Seks i masturbacja były raczej bezproblemowe, niemniej wciąż zawężający się pierścień coraz bardziej utrudniał odciąganie napletka. Pewnie pożyłbym tak jeszcze przez rok lub dwa, ale chciałem uniknąć sytuacji, w której stulejka uniemożliwi mi normalne funkcjonowanie. Ponieważ podłoże było łuszczycowe, zdecydowałem się na obrzezanie całkowite i z takim zamiarem poszedłem do dr. Drabiny do Ars-Mediki.

Pierwsza wizyta kosztowała mnie stówkę, potwierdziła przypuszczenia i po krótkiej rozmowie na temat możliwości pracy po zabiegu ustaliliśmy termin zabiegu na początek marca. Pozytywne opinie na temat dr. Drabiny są w pełni zasłużone. Odradzał co prawda pełne obrzezanie, mówiąc, że "łatwiej uciąć, trudniej przyszyć", ale powiedział, że decyzja należy do mnie i możemy ją podjąć nawet dopiero w dniu zabiegu.

2 tygodnie temu zgłosiłem się na zabieg z wynikami krwi, ponieważ miałem dobrą krzepliwość, nie musiałem brać dodatkowych środków. Zabieg trwał około godziny, zdecydowałem się na obrzezanie całkowite i poddałem doktorowi. Dostałem dwa zastrzyki, jeden był znośny (faktycznie, ukąszenie komara dość dobrze oddaje istotę rzeczy), natomiast drugi, w żołądź, był piekielnie bolesny - na szczęście ból trwał krótko. Znieczulenie miejscowe skutecznie wyeliminowało ból, czułem jedynie skalpel, nożyczki i szycie - całkiem zabawne uczucie

Po zabiegu wsiadłem do taksówki i wtedy zaczął się najgorszy etap - zaczęło ustępować znieczulenie. Ból wciąż narastał i kiedy dotarłem w końcu do domu, nie miałem nawet siły ruszyć się z łóżka. Z każdą minutą było coraz gorzej i dopiero połączenie apapu z ketonalem względnie umożliwiło mi zniesienie bólu. Pierwszy dzień był zdecydowanie najgorszy. Opatrunek był cały w krwi, ale zgodnie z zaleceniami doktora nie ruszałem go do następnego dnia.

Nie bardzo pamiętam noc - byłem mocno przyćmiony lekami, penis zresztą chyba też. Rano odmoczyłem penisa w ciepłej wodzie z mydłem i ostrożnie usunąłem opatrunek. Była to bardzo krwawa kąpiel, na szczęście - pierwsza i ostatnia.

Kolejne dni wyglądały podobnie, ale wciąż nie ruszałem się z łóżka. Nie wyobrażam sobie możliwości pracy albo wychodzenia z domu w pierwszym tygodniu: ciągnące szwy, lekka, ale jednak bolesna opuchlizna i ogólne poczucie pocięcia sprawiało mi straszny dyskomfort. Apap i ketonal przez pierwsze 5 dni skutecznie eliminowały ból; po 5 dniach przeszedłem tylko na apap.

Tydzień po zabiegu nastała zupełna zmiana: choć jeszcze dzień wcześniej nic nie zapowiadało odmiany, ból nagle zniknął. Pozostał dyskomfort wynikający z obcierania się szwów w opatrunku, ale po decyzji o olaniu gazy i po prostu ostrożnym trzymaniu penisa w ciasnych majtkach przyszła wielka ulga. Po 10 dniach miałem pojawić się na konsultacji i tak zrobiłem. Zawiodłem się nieco, bo miałem nadzieję na ściągnięcie szwów - czeka mnie jednak jeszcze ponad tydzień z nimi. Są irytujące, ale nie bolą - po prostu czuję przez nie penisa bardziej, niż bym tego chciał

Ogólne spostrzeżenia mam następujące:
- faktycznie warto konsekwentnie moczyć penisa - część szwów odchodzi dzięki temu sama (choć oczywiście lepiej nie majstrować przy nich jakoś szczególnie, natomiast można ich dotykać, rozciągać skórę).
- warto zaopatrzyć się w mocne przeciwbólowe na pierwsze dni - może to kwestia progu bólu, a może indywidualny sposób przeprowadzenia zabiegu, ale pierwszy dzień był faktycznie koszmarem.
- metoda dwóch opatrunków, którą proponuje doktor Drabina, jest najlepszą - sikanie jest zupełnie bezproblemowe, a taki układ opatrunków + ciasne majtki dobrze wpływa na gojenie się.
- nocne wzwody nie są aż tak problematyczne, choć faktycznie mogą wybudzać; kontrolowane wzwody pomagają w ocenie sytuacji, ale myślę, że nie ma sensu próbować wywoływać ich wcześniej, niż przed 3 dniem (potem naciągają trochę szwy, ale są raczej bezbolesne).

Pozdrawiam wszystkich i życzę podjęcia tej decyzji!