Cześć wszystkim, na wstępnie chciałbym bardzo podziękować wszystkim, którzy tworzą to forum - to dzięki wam w końcu zdecydowałem się na ostateczne rozwiązanie :twisted: .

Motywy decyzji: na obrzezanie zdecydowałem się, ponieważ maiłem następujący problem - chociaż napletek mogłem normalnie ściągać prawie 'aż po same pomidory', to jednak coś było nie tak. Przede wszystkim, wszystko się bardzo kleiło, nawet po kąpieli, no i napletek tak jakby zawijał się przy powrocie na żołądź, stąd jeżeli chciałem, by normalnie ją przykrywał, musiałem sobie pomagać 'palcyma' (a z reguły nie chciałem, ponieważ gdzieś od ok. 10 lat chodziłem ze ściągniętym kapturem - na klejenie się nie pomogło ). Dodatkowo, ciężko utrzymać było rozsądny poziom higieny, czyli z wacka nie ładnie pachniało. W każdym razie, robiłem sobie wcześniej jakieś dodatkowe wymazy z pędzla, bo myślałem że to może jakiś stan zapalny - nic nie pomogło, więc przyszedł czas na męską decyzję. Po zapoznaniu się z opiniami na forum, wybór mógł być ino jeden - Multimedica we Wrocku i dr Belda. Przychodnię odwiedziłem w sumie trzy razy: pierwszy 140 zł, obejmowało konsultację plus usg i palec w pupę (bo zgłaszałem jeszcze inne problemy); drugi raz już sam zabieg po dwóch tygodniach od pierwszej wizyty - 800 zł; trzeci zdejmowanie szwów.

Sam zabieg jak to zabieg, bolesne jedynie wkłucie w kuśkę - jedno przy podstawie, drugie w wędzidełko. Ból jak przy każdym znieczuleniu miejscowym, czyli wkłucie i rozpieranie. Posyczałem, warę przygryzłem i poszło. Pół minuty i wacka można by było uciąć i nic bym nie poczuł :mrgreen: . Zabieg ok. 40 minut, dwóch lekarzy plus dwie pielęgniarki. Na koniec doktór pokazał siusiaka, zawinał w bandaż i poinstruował, żeby umożliwić mu spoglądanie w niebo. Pierwszy prysznic rano następnego dnia i czyścić mydłem protex. Ubrałem majtasy i powędrowałem do wyjścia. Czekając na taksówkę zacząłem odczuwać lekki ból, do zniesienia ale mało przyjemny - jak to ból:]. Po półgodzinie byłem w domu, zaaplikowałem painkillera i to by było tyle. Tylko w dniu zabiegu wziąłem jedną tabletkę przeciwbólową - przez cały okres rekonwalescencji nie brałem już nic .

Poranek dzień pierwszy. Wstałem, usiadłem na tronie, patrzę na wacucha no i się lekko przeraziłem. Przy podstawie kuśka wyglądała jak Adamek po walce z Kliczko - śliwka, aczkolwiek nie mirabelka. Zdejmując bandaż aż musiałem się położyć, bo mało nie zemdlałem - chyba z nerwów, bo bandaż cały czerwony od krwi i trochę się musiałem nagimnastykować, żeby go odwinąć. Po zdjęciu bandaża okazało się, że nic raczej już nie krwawiło, tylko pindol prawie cały siny, łącznie z główką. No nic, pomyślałem, po takich wkłuciach to normalne i nie ma co panikować. Zabandażowałem siusiaka i wsio.

Późniejszych dni nie ma za bardzo co opisywać, bo nic szczególnego się nie działo. Profesjonalna robota. W czasie 10 dni od zabiegu, czyli do dnia zdjęcia szwów, wypadły mi trzy bądź cztery szwy, w tym dwa z wędzidełka (z czego byłem niezmiernie szczęśliwy, nasłuchawszy się opisów bólu przy ściąganiu ich z tej okolicy). A właśnie, nocne przygody - kuśka budziła mnie umiarkowanie często, tragedii z bólem nie było, raczej bolał cały wał niż okolice cięcia i szycia, nie miałem wrażenia, że szwy mogą puścić czy coś takiego - pełne bezpieczeństwo. Dodać mogę jeszcze, że trochę uciążliwe było występujące co jakiś czas uczucie swędzenia, ale bez przesady.

Dzień 10, czyli ściąganie szwów, czyli dzisiaj : Wsiadłem rano w auto, pognałem do przychodni szczęśliwy, że to już ostatni raz. Na miejscu pielęgniarka zaprowadziła mnie do małego pokoiku na uboczu, gacie w dół i na stół. Zdejmowanie szwów - dosyć bolesne, uczucie jak przy wbijaniu igieł (wolałem nie patrzeć, więc nie wiem czy coś wbijała czy nie :P), ale da się wytrzymać - twardym trza być nie miętkim, więc zagryzłem warę i posapałem trochę, 10-15 minut i koniec. Pielęgniarka poinformowała mnie, że siusiaka nie trzeba już zawijać w pieluchę i nie trzeba trzymać go w pozycji na sztorc, w końcu żaden ze mnie kosynier. Wróciłem do domu i zabrałem się do pisania postu

Obrzezanie typu low & tight, czyli standard co robi dr Belda - wafel wygląda teraz jak z pornuchów, ergo jestem zadowolony :twisted: i gorąco polecam.

Dodam tylko jeszcze, że opatrunek zmieniałem dwa razy dziennie, rano i wieczorem przed pójściem w kimono, po prysznicu i dokładnym umyciu wafla. Żadnych dodatkowych środków higienicznych nie stosowałem, nawet nie musiałem specjalnie namaczać przed zdjęciem bandaża (raz czy dwa mi się zdarzyło po lekkim wypływie chyba ropy po wypadnięciu szwu z wędzidełka).

Także panowie, do dzieła, nie ma na co czekać
Zerwikaptur, lat 24.