Witajcie.
Chciałbym opisać swoje doświadczenie odnośnie skrzywienia prącia.
Mam 33 lata, od 7 lat żonę i regularnie uprawiam seks. Mój penis był zawsze prosty. Problem pojawił się kilka miesięcy temu. Zaczęło się od dziwnego uczucia "zdrętwienia" penisa podczas wzwodu a zwłaszcza podczas orgazmu. Po jakimś czasie doszedł ból po lewej jego stronie. Udałem się do urologa i ten podejrzewał u mnie początki choroby peyroniego czyli stwardnienie plastyczne prącia. Pytał czy jest zakrzywiony w którąś stronę. Odpowiedziałem, zgodnie z prawdą, że nie. Bo wtedy jeszcze nie był krzywy. Zalecił mi wizytę u innego lekarza który zajmuje się tym tematem. I mniej więcej w tym czasie ból i uczucie odrętwienia zniknęło. Ucieszyłem się i oczywiście zrezygnowałem z kontaktu z tym drugim lekarzem. Po jakimś czasie zauważyłem, że mój penis zaczął zakrzywiać się w lewo i wyczułem po lewej stronie twardą płytkę w miejscu gdzie się zakrzywia oraz powrócił ból ale nie tak dokuczliwy i nie za każdym wzwodem a na szczęście nie powróciło odrętwienie. Wtedy uświadomiłem sobie, że ta choroba dała jednak o sobie znać i szybko skontaktowałem się z tym drugim lekarzem. Przez telefon opowiedział mi trochę o tej chorobie, że przyczyną może być stres oraz o jego metodzie leczenia. Mianowicie jest to ok 9 zabiegów (każdy kosztuje 80zł)metodą stosowaną we Włoszech i Holandii polegającą na podłączenia jednej elektrody do podbrzusza a drugiej z jakimś "lekarstwem"do penisa w miejscu gdzie jest on zakrzywiony tzn tam gdzie jest to stwardnienie. Jeżeli chodzi o seks to na razie jest ok choć czasem żona mówi, że czuje, że ją "ocieram" za bardzo z tej strony na którą jest wykrzywiony.
Mam pytanie: czy miał ktoś podobne doświadczenia? czy spotkał się ktoś z Was z taką metodą? I jeżeli tak to na ile ona jest skuteczna?
Jestem w tej chwili w kontakcie z lekarzem i prawdopodobnie zdecyduję się na tą metodę.

Pozdrawiam