Pokaż wyniki od 1 do 4 z 4

Wątek: 70dni po obrzezaniu częściowym. Refleksje

  1. #1
    Junior Member
    Dołączył
    mar 2015
    Posty
    5
    Oznaczenia postów

    70dni po obrzezaniu częściowym. Refleksje

    Cześć.

    Chciałbym podzielić się swoim doświadczeniem, związanym z opisywaną tu męską przypadłością. Otóż nie będzie to jedna z tych superlatywnych opinii, pełna egzaltacji i szczęścia. Dla ścisłości, na pewno nie chcę nikogo zniechęcić do podjęcia akcji (w 95% przypadków słusznej), jednak na pewno warto ukazać nieco inny finał. Do rzeczy.


    ////Rys historyczny
    Mając już „dzieścia” lat i pełną świadomość od dobrych paru lat tego, co jest nie tak – postanowiłem powiedzieć o tym otwarcie rodzinie. Hej, jestem dorosły, mamy XXI w. po co się czaić, wstydzić – skoro chcę poprawić jakość swojego życia? Moja wada określona mianem stulejki częściowej, nie była czymś nie do życia – jednak w sytuacjach oczywistych dało się odczuwać dyskomfort/ból. Nadszedł czas przerwy semestralnej i idealny moment na zabieg. Początkowo udałem się do lekarza rodzinnego celem zdobycia skierowania do urologa. Chcąc nie chcąc, musiał obejrzeć sprzęt skomentował, że „nie wie czy takie rzeczy robią na kasę chorych(?)” przytaknąłem, dostałem papierek i podziękowałem. Zdziwiony słowami lekarza, postanowiłem zorientować się w terminach zabiegów telefonicznie. Niedobrze, 2-3mce – nie mam tyle czasu. Dzięki uprzejmości rodziców postanowili, że są w stanie sfinansować to prywatnie, mimo moich obiekcji. Suma summarum, po 30min zabiegu portfel jest lżejszy o ponad 1k - co studencko przeliczałem na ilość spontanicznych wycieczek P######Busem itp.
    Z drugiej strony ile tak można żyć? Mam okazję, więc skorzystam, zapomnę i kiedyś będę się z tego śmiał (jak to mawiałem tu i ówdzie). Decyzja padła na Opole, pierwsza wizyta i ustalony termin na dwa tygodnie w przód. Zalecenia: badanie krwi, pełna depilacja w dniu zabiegu i wykupienie paru drobiazgów. Mentalnie byłem już w 100% gotowy wiedziałem, że ból w trakcie zabiegu jest niewielki i tak naprawdę nie ma się czego obawiać.


    ////Dzień zabiegu
    Prywatny gabinet, wczesna pora i nieco nerwowe oczekiwanie na doktora. Sympatyczna pielęgniarka podała mi tabletkę ketonalu, gdyby po zabiegu bolało. Mam do nich zaufanie, to profesjonaliści, więc z pokorą ucznia słucham poleceń. Oddać mocz, po czym rozebrać się od pasa w dół i zapraszam na stół.  Po chwili mój przyjaciel został odgrodzony konstrukcją ze szpitalnych, zielonych materiałów – tak iż nie widziałem co dzieje się na dole. Drobna, serdeczna konwersacja na rozluźnienie, lekarz zaczął mówić o znieczuleniu i w tej samej sekundzie otrzymałem strzał roztworu lignokainy w mego przyjaciela. Coś na wyraz ukłucia komara, zatem nie jest źle - pomyślałem. Kilka przymiarek i ledwie mogąc wyczuć cokolwiek wiedziałem, że lekarz przystąpił do swojej sztuki – w radiu gra Dire Stars, a ja myślę o zakleszczaniu się wątków w Javie. Po 40minutach usłyszałem jak kawałek mnie, ląduje w koszu i lekarz kończy szyć. Wstałem, zobaczyłem pocięty sprzęt i dostałem tutorial jak robić opatrunek, smarować i obchodzić się ze sprzętem po obrzezaniu częściowym.
    Niestety trochę pan jeszcze krwawi, w domu będzie trzeba zmienić opatrunek. OK!, to już!? Pełen optymizmu i 20 szwów, gramolę się na miejsce pasażera w Corsie. Gdy w domu ściągnąłem opatrunek i spełniłem potrzebę, przeszedł po mnie zimny dreszcz. Krew kapie, ja cały opuchnięty na dole, zbytnio nie bolało, ale widok był kiepski. Przepłukałem solą fizjologiczną i niewprawionymi dłońmi próbuję przypomnieć sobie jak robi się opatrunek, kiepskie uczucie... Głupia sprawa, potrzebuję pomocy bo brakuje ręki (eh, junior). Udało się, ale chodzę jak robot (może jestem przewrażliwiony). Cóż, ferie zapowiadają się epicko i z penisem przyklejonym do góry. Piję mniej aby nie chodzić tyle do toalety. W nocy budzę się po kilka razy, bo żołnierz salutuje a ja chcę spać.


    ////Kolejne dni
    Tak upłynęło mi kilka dni, nabrałem wprawy w opatrunkach i przyzwyczajam się do okoliczności. Opuchlizna nieco zmalała, szwy dalej siedzą wszystkie. Po tygodniu czy dwóch, nadszedł dzień kontroli. Goi się dobrze, proszę nie robić już opatrunków i chodzić normalnie + aplikować maść na odparzenia dla maluchów. Dziękuję, wiara jest we mnie i widok bliskiego finiszu w głowie – odsłonięta żołądź zaczyna sprawiać dyskomfort. Mija dzień a mi wyskoczyła oponka/opuchlizna na linii szwów. Szybki telefon i info: dociągnąć napletek na siłe do góry i skleić taśmą – szybciej zniknie + moczyć się z szarym mydłem aby szwy poodpadały.
    Tak mija niemal miesiąc, moczenie, rumianki, opatrunki, maści itp. Ale szwy siedzą dalej, moczę, ruszam – boli i tak codziennie – kilka odpada, lecz wciąż siedzi z 8-10. Cóż muszę wracać na uczelnie, zabiegany, robię opatrunki bo szwy niesłychanie drażnią gdy chodzę bez opatrunku na mieście. Niestety komfort domu znika, muszę szukać okazji do pomoczenia w rumianku i pracowania ze szwami. Mija kilka dni, irytuję się szwami i pytam na forach czy po takim czasie to normalne. Dostałem zalecenie pilnej wizyty celem pozbycia się tego dziadostwa. Do dziś nie wiem czy one miały się same rozpuścić czy co? Na żołędziu praktycznie zaczęły mi zarastać tkanką, wtf? Odwiedzam lokalnego urologa aby je ściągnąć. Po ~35dniach straciłem szwy, lekarz dziwi się że tak długo je nosiłem i kasuje ekwiwalent 30euro.

    Wychodzę. Uczucie wolności i wyrzuty, że powinienem był to zrobić po 20dniach a nie 35.. Smaruję maścią na otarcia, przyzwyczajam się już niemal całkowicie do braku napletka. Dalej jednak się martwię bo zostaje drobne nabrzmienie na linii szwów. Mijają dni, mam coraz więcej na głowie i mniej czasu na ciągłe myślenie o tym wszystkim – moczenie w kubku z rumiankiem, będąc w akademiku – dziwne uczucie. Kocham sport, a od ponad miesiąca nie biegałem, ani nie ćwiczyłem, bo muszę mimo wszystko założyć lekki opatrunek – aby uniknąć mocnego ocierania i powiększania się nabrzmienia.
    Zaczynam się martwić i czytać w necie – to obrzęk limfatyczny, zdarza się (ale czemu mnie). Sprzęt sprawny, ale wygląda dziwnie, zostały lekkie nierówności po szwach no i ta delikatna opuchlizna, która ściąga skórkę na zewnątrz i ociera o bieliznę.. Nie mogę tak dalej, dzwonię do mojego lekarza i umawiam wizytę. Cóż, nie może nic poradzić, dostaję maść na blizny i zalecenie dalszych opatrunków. Tak oto minęło już ponad 70dni a ja dalej mam jazdy z moim przyjacielem, toż to chore jest.

    ////Refleksje/żale
    Masz masę spraw uczelnianych, robisz projekt do 2:00 po czym wstajesz na poranne zajęcia o 7:30, robisz opatrunek w toalecie, biegniesz na uczelnie, wracasz i oddajesz mocz (ściągając wcześniej opatrunek…) zakładasz nowy, chcesz iść biegać, znów opatrunek, nie ustawisz się z jakąś kobietą bo jakieś opatrunki, jakaś odwiedzi to grasz zachowawczo, bo przyjdzie co do czego to wyjdzie niezręcznie... Impreza – brać opatrunek czy nie? Kiedy to się zagoi? Czy się zagoi? Czy bym to zrobił ponownie…?
    Po godzinnej jeździe rowerem miejskim, moja refleksja jest taka:
    -Jeśli masz dużo na głowie, poczekaj na dogodny moment.
    -Chyba bym nie zrobił tego drugi raz, moja psychika powoli zaczyna odczuwać to wszystko. Masa we mnie frustracji, miewam nierozsądne myśli – a jak to się skończy nie wiem.
    Mógłbym zawrzeć więcej szczegółów, ale kończy mi się wena, a Swing i GUI sam się nie ogarnie. Zatem ku przestrodze, przemyślcie sobie wszystko. Ja nie jestem zadowolony i wewnątrz, czuję się fatalnie, bo nie mogę żyć pełnią życia. Paranoja.
    Ostatnio edytowane przez derian ; 30-04-15 o 22:24

  2. #2
    Senior Member
    Dołączył
    gru 2014
    Posty
    1,371
    Oznaczenia postów
    Poprosimy jakies zdjecia zeby zobaczyc w czym tkwi twoj problem. U kogo robiles w Opolu?

  3. #3
    Senior Member
    Dołączył
    sty 2015
    Posty
    141
    Oznaczenia postów
    Hmmm... pod objawy zawarte w tej historii podpiełaby sie spokojnie polowa forumowiczów... Także historia jedna z wielu. Ja miałem zabieg gdy semestr trwał w najlepsze. Zmiany opatrunków w akademikowej łazience do najbardziej komfortowych nie należały, to fakt. Spacer na wydział i spowrotem też nieciekawy. Rozumiem że potrzebowałeś sie wyżalić.

  4. #4
    Senior Member
    Dołączył
    paź 2011
    Posty
    600
    Oznaczenia postów
    Mnie zawsze dziwią takie historie, widocznie byłem szczęściarzem albo, co bardziej prawdopodobne, wybór najlepszego, a i zarazem drogiego, lekarza pozwoliło mi uporać się z tym szybko.

    Derian, uszy do góry, może warto udać się na konsultację to innego lekarza, taka moja dywagacja.
    Przy okazji prędzej czy później by Cię to czekało dla zdrowia ciała i psychiki ("nie ustawisz się z jakąś kobietą bo jakieś opatrunki, jakaś odwiedzi to grasz zachowawczo, bo przyjdzie co do czego to wyjdzie niezręcznie" - ze stulejką też ciężko/niezręcznie/głupio)

    3m się

Podobne wątki

  1. 10 dni po częściowym obrzezaniu
    Przez Książe w dziale Po zabiegu
    Odpowiedzi: 4
    Ostatni post / autor: 20-03-15, 12:28
  2. Po obrzezaniu częściowym
    Przez Almia w dziale Po zabiegu
    Odpowiedzi: 2
    Ostatni post / autor: 23-09-14, 22:48
  3. Po obrzezaniu częściowym
    Przez maciek12 w dziale Po zabiegu
    Odpowiedzi: 4
    Ostatni post / autor: 09-07-14, 21:25
  4. 3 Dni po częściowym obrzezaniu
    Przez Suja w dziale Po zabiegu
    Odpowiedzi: 39
    Ostatni post / autor: 11-02-14, 09:15
  5. 16 dni po częściowym obrzezaniu
    Przez nowator007 w dziale Po zabiegu
    Odpowiedzi: 4
    Ostatni post / autor: 11-11-10, 23:18

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •  

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37